piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 32


Gdy dotarłam pod blok, okazało się że nie mam kluczy. Moje nie były jeszcze dorobione a te oryginalne miała Iggie. Dzięki życzliwości jednego z sąsiadów, weszłam do klatki i czekałam na dziewczynę na korytarzu.
Po parunastu minutach przyszła. Była wyraźnie niezadowolona. Stukot jej obcasów odbijał się głośnym echem.
-Co to miało być?- wywarczała otwierając drzwi.
Wzruszyłam ramionami.
-Ja rozumiem że to znajoma Marco, ale i tak dużo zrobiliśmy że ją wzięliśmy ze sobą. Czy zapraszaliśmy też tą jej koleżankę? Nie! Za to zapraszaliśmy ciebie, powinny to uszanować...
Iggie trajkotała jak najęta. Dopiero po chwili dotarło do mnie że to nie ja jestem powodem jej złości. -Iggie, skończ. Szkoda nerwów- westchnęła Martha. Zauważyłam ją dopiero gdy się odezwała.
-Chłopcy jeszcze zostali?
-Mario i Marco wyszli zaraz za mną, ale Mats i Robert czekali na dziewczyny.
-To było do przewidzenia.
-Nie na Sandrę i Nathaly- sprostowała- Na Cathy i Anię.
Patrzyłam na nie zdezorientowana.
-A te dwie suki, wyszły zaraz za nami- dodała po chwili.
Iggie uśmiechnęła się lekko.
-Nie przesadzasz czasem?
Martha wzruszyła ramionami.
-Raczej nie sądzę.

*

(Sandra)
Autobusy były puste, podobnie jak dortmundzkie drogi. Poza mną, Nathaly i jakąś starszą panią w autobusie znajdował się tylko kierowca.
Nathaly utkwiła rozmarzone spojrzenie w szybie.
-Ten Mario to jest przystojny- stwierdziła w pewnym momencie. Staliśmy akurat na czerwonym świetle.
-Zapomnij kochana. Za wysokie progi na twoje nogi.
-A to dlaczego?
-Bo ja go sobie zaklepałam. Tobie zostaje ten cały Marco.
-Ten cały? Czy ty z nim przypadkiem kiedyś nie byłaś?
Uśmiechnęłam się drwiąco.
-Podobno tak.

*

-Iggie, kurde na ramiona a nie plecy!- krzyknęła Martha wycierając oczy i chwiejąc się w basenie. Iggie starała się wdrapać na jej ramiona, ale marnie jej to wychodziło. Stałam obok i śmiałam się z ich poczynań.
-Nieeeeee!- Iggie z głośnym pluskiem wpadła do wody, przelatując nad głową Marthy. Popłynęłyśmy w róg basenu. Na chwilę zapadła cisza.
-Ja cie. Wyobrażacie sobie, że nagle przelatuje tutaj odrzutowiec z Barcelony i wyskakuje z niego Messi, w locie krzyczy "złapcie mnie", a wszyscy się odsuwają?
Wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Odsunęłabym się jeszcze dalej, gdyby z tego odrzutowca wyskakiwał Julian- mruknęła Martha. Zrobiła przymuloną minę i dodała udając głos Schiebera- Cześ Marco, cześć Mario, Julek jestem.
Powygłupiałyśmy się jeszcze troche, kiedy na basen weszli Marco, Mario i Moritz Leinter. Widok dwójki pierwszych wcale mnie nie zdziwił, wiedziałam że Marco umawiał się z Iggie. Jednak Moritz stanowił dla mnie pewnego rodzaju zagadkę. Prawie wcale go nie znałam, bardzo rzadko też rozmawialiśmy.
-Cześć dziewczyny- piłkarze podeszli do nas- Jesteście podejrzanie suche.
-W którym miejscu niby?
Żaden z nich nie odpowiedział. Zamiast tego zaczęli nas chlapać wodą. Uciekałyśmy, ale nie dali za wygraną i po chwili zaczęła się prawdziwa wojna. Marco wziął Iggie na ręce i uciekł z nią w najgłębsze miejsce w basenie.
-Radze się poddać, mamy zakładniczkę!- krzyknął.
-Nie ma mowy!
Marco upuścił Iggie do wody. Dziewczyna po chwili wypłynęła i wróciła do nas, cała naburmuszona.
-Obrażam się na ciebie, głupku!- krzyknęła przed ramie.
-Nie, nie obrażasz się- odkrzyknął podpływając do niej. Podszedł od przodu i pocałował ją. Wszyscy taktownie odwróciliśmy wzrok.
-NA BOMBĘ!- wykrzyknął ktoś nad nami. Nim się zorientowałam co się dzieje, Mario wskoczył do basenu, ochlapując wszystko dookoła.
-I kto tu jest głupkiem?!- Moritz przetarł oczy.
-Przypuszczalnie ty Leitner- stwierdził ktoś na górze. Odwróciliśmy się w stronę głosu. Wszędzie bym go poznała.

*

-Mario, byliśmy na dzisiaj umówieni.- stwierdziła Sandra przymilnym głosikiem, siadając na leżaku obok Mario. Chłopak przesiadł się na siedzenie dalej.
-Nie przypominam sobie- odparł lodowatym głosem.
-Oj głuptasku. Nie zapomina się o takich rzeczach- Sandra znowu usiadła obok niego. Goetze wzniósł oczy do nieba.
-Mnie się wydaje że on raczej nie chce nigdzie z tobą iść- stwierdziła Martha, wsadzając głowę między ich ramiona.
-A mnie się wydaje, że tobie się coś wydaje- warknęła Sandra.
-Proszę cię, dosadniej nie da się tego powiedzieć.
Sandra zrobiła obrażoną minę i wstała. Podeszła do Iggie, która siedziała na brzegu leżaka i mocno ją popchnęła. Dziewczyna zachwiała się i poleciała do wody, ciągnąc za sobą Sandrę.
-Co ty robisz?!
-Co ja robię?! Co ty robisz?!
Sandra niemal zawarczała. Wyszła z wody, podeszła do Mario uderzyła go w policzek i odeszła.
Staliśmy zdezorientowani, wpatrując się w odchodzącą dziewczynę.
-Za co to?- krzyknął za nią Mario rozcierając policzek.
-Tak sobie!- odkrzyknęła.
Moritz opadł na leżak.
-Nigdy, nie staraj się zrozumieć kobiety.

*********************************************************
NIE MAM POMYSŁÓW WIĘC JEST ŻAŁOŚNIE, DO DUPY ITD.

3 komentarze:

  1. JEZUS MARIA I ZNOWU MAM ULUBIONY ROZDZIAŁ
    NAPRAWDĘ JEDEN Z TWOICH NAJLEPSZYCH
    JAK CZYTAŁAM SCENY BASENOWE TO WYŁAM ZE ŚMIECHU
    NIGDY NIE STARAJ SIĘ ZROZUMIEĆ KOBIETY HAAHAHAHA

    OdpowiedzUsuń
  2. TY NA SERI DODAŁAŚ WĄTEK Z BASENEM. CAŁY ROZDZIAŁ SIĘ WIŁAM ZE ŚMIECHU. MASAKRA TEN ROZDZIAŁ JEST SUUUUUUUUUUUUUUUUUPER GUPKU
    HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA CZEKAM NA NASTĘNY

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za komentarz na moim blogu, naprawdę! :) postaram się w wolnym czasie nadrobić zaległości u Ciebie, a w międzyczasie zapraszam do mnie na nowy :) [ich-liebe-bvb2.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń