-Nie możesz mnie zostawić! Nie, błagam- usłyszałam własny płacz. Znalazłam się w ciemnym pomieszczeniu. Dostrzegłam że ktoś stoi w drzwiach.
-Przykro mi, ale...
-Nie, nie możesz. Ja nie umiem bez ciebie żyć, rozumiesz? Sprawiasz, że żyje, że czuje. Nie możesz tak po prostu odejść...
-To koniec
-NIEEEEEEEEEEEEEE.
Obudziłam się gwałtownie. Co to miało być do cholery?! Jeśli to moja podświadomość, to z ręką na sercu mogłam powiedzieć że jest nienormalna.
Podniosłam się z łóżka i zerknęłam przelotnie na kalendarz. Zakreślona data. Okrąglutki miesiąc. A może już dwa? Kto by to liczył.
-Dzień dobry- przywitałam się z leżącą na kanapie Marthą. Pomachała mi ręką i przewróciła się na drugi bok.
-Co się stało?- zapytałam widząc roztrzaskany ekran jej telefonu.
-Zdenerwowałam się. Dzwoni dzień i noc. Żeby zapytać co tam u mnie- Martha zakryła głowę poduszką- To już obsesja.
-Przynajmniej masz swojego wielbiciela- uśmiechnęłam się lekko.
-Cytując pewną osobę "lata za mną połowa Dortmundu". Ten jeden wielbiciel mógłby dać sobie spokój.
*
-Goetze do cholery, skup się!- ryknął trener. Przestałam się skupiać na tym ile razy piłkarze zostali już dzisiaj ochrzanieni. Pierwszy raz byłam świadkiem, jak trener krzyczy na nich w taki sposób.
-Reus, Lewandowski, nie rechotać tylko biegać!
Piłkarze biegali już okrągłe 90 minut. Nie było to chyba nic nadzwyczajnego, bo ostatecznie w meczach biegali podobnie, ale widać było zmęczenie na ich twarzach.
Dzisiaj trening ograniczył się tylko do długodystansowego biegania, ale nawet nie chciałam sobie wyobrażać jak będzie wyglądał następny. Chłopcy przygotowywani już byli do meczu z Realem.
-Na dzisiaj mam dość- mruknął Mario wychodząc z szatni. Za nim szli Mats, Robert i Marco. Wszyscy tak samo zmachani.
-No co wy! Nie bądźcie smutasami.
-Łatwo ci mówić.
-No łatwo- przytaknęła Martha- A wam po kilku frytkach z Mc'Donaldsa też będzie łatwo.
*
Zmęczenie szybko ustąpiło miejsca uśmiechowi, gdy weszliśmy do Mc'Donaldsa. Zajęliśmy miejsca na największej kanapie. Prawdopodobnie wszyscy byliby zadowoleni, gdyby nie Sandra, którą spotkaliśmy w drodze. Ku uciesze dziewczyny i naszym niezadowoleniu, ktoś zaproponował by się do nas dołączyła. Byłaby głupia, gdyby zmarnowała taką okazje.
-To ja z chłopakami pójdę coś zamówić a wy tutaj posiedźcie- zaproponowała. Zacisnęłam mocniej zęby, Martha zwinęła pod stołem rękę w pierś a Iggie sfrustrowana odwróciła wzrok w stronę okna.
-Ja poproszę shake waniliowego- mruknęłam. Sandra skinęła głową i odeszła razem z chłopakami.
-Nie wytrzymam, nie wytrzymam- szepnęła Martha.
-Ciekawe jak wytrzymują z nią znajomi?
-Myślisz że ona ma jakiś znajomych?
-Raczej nikt poza nami nie jest na tyle głupi- prychnęła Iggie. Wybuchnęłyśmy zduszonym śmiechem.
Mario i Marco wrócili z tacą. Nie było na niej mojego zamówienia, więc cierpliwie poczekałam aż Sandra mi je przyniesie.
-Jesteś pewna, że nie chcesz niczego poza?- Mario popatrzył na mnie z powątpeniem, machając mi przed oczami frytką.
-Tak jestem pewna.
Sandra wróciła razem z Matsem i Robertem. Postawiła przede mną mały kubek i położyła obok słomkę.
-Waniliowego nie było, więc wzięłam truskawkowy.
-Ummm... Jestem uczulona na truskawki, ale nie szkodzi- stwierdziłam.
-Czy ty wiecznie musisz marudzić?
Zmierzyłam ją znienawidzonym spojrzeniem.
-Daj spokój Nik, nie pij tego. Zrobię to za ciebie- mruknął Mario odbierając mój kubek. Pod nos podstawił mi swoje nietknięte ciastko- Szkoda, żeby się zmarnowało.
Obdarzyłam go pełnym wdzięczności uśmiechem. Odpowiedział tym samym.
Coś zaiskrzyło. A takie przynajmniej miałam wrażenie.
-Zaprosiłam jeszcze kogoś- zapiszczała radośnie Sandra. Chyba miało wyjść spontanicznie, ale było wręcz przeciwnie. Zabrzmiało to sztucznie, jakby na siłę starała się zwrócić na siebie uwagę.
-Jeszcze kogoś?- Martha uniosła brwi, rozglądając się po kanapach. Miejsca ledwo starczyło dla nas, więc ja także nie rozumiałam kto jeszcze mógłby się tu zmieścić. Chyba tylko tresowana mrówka [dop. aut. wyszkolona przez panią Halinkę xD] mogłaby wejść między nas.
-Już jest- Sandra zaklaskała i poderwała się z miejsca by przywitać nową osobę. Dziewczyna akurat wchodziła. Blondynka podbiegła do niej, przytuliła ją i pociągnęła w naszą stronę.
-Ludzie to Nathaly. Nathaly to Mario, Marco, Robert, Mats, Martha, Iggie i Dominika.
-Miło nam poznać- stwierdziła Iggie, jednak bez większego entuzjazmu.
-Mnie również. Dużo o was słyszałam. Szczególnie o tobie, Mario- stwierdziła.
-A dobre czy złe rzeczy?
-Same pozytywy- zapewniła, wsuwając się na miejsce obok Marthy. Wszystkie posunęłyśmy się kilka centymetrów. Byłam bliska spadnięcia.
Wysiedziałam w takiej pozycji jakieś dwie lub trzy minuty.
-Mogłybyście się trochę posunąć? Zaraz spadnę.- Nathaly posunęła się jeszcze trochę. Miałam problem z poruszaniem się.
-Nie ma gdzie- stwierdziła Iggie.
-To może niech ktoś stąd pójdzie- mruknęła, patrząc wymownie w moją stronę.
Zawahałam się przez moment po czym wstałam. Byłam dość zła, bo nie dość że się wprosiła to jeszcze jawnie mnie wygania. Jednak było mi już wszystko jedno.
-Skoro tak bardzo ci przeszkadzam to stąd wyjdę.- odparłam i opuściłam lokal, nie zwracając uwagi na ich nawoływania.
**********************************************************************
BEZ SENSU ALE 32 BĘDZIE JESZCZE GORSZY ;__;
MMM NATHALY JASDFGJKL CHCĘ NASTĘPNY TU I TERAZ
OdpowiedzUsuńASDFGHJKL NATHALY JAKA WREDNA ;_______; JESTEŚ UCZULONA NA TRUSKAWKI AHAHAHA
OdpowiedzUsuń