czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział 12


-Wszystko podpisane?
-Tak. Ta praca to spełnienie moich marzeń. Mogę siedzieć w domu i pisać, nie fatygując się tutaj- odpowiedziałam ucieszona- Coś się stało?- dodałam widząc minę Iggie.
-Rozmawiałam z Ann.
-I to aż tak źle na ciebie wpłynęło?- zapytałam nieco żartobliwie, ale dziewczynie najwyraźniej wcale nie było do śmiechu.
-Kazała mi przekazać, że masz się "odczepić od Mario bo inaczej pogadamy"- zrobiła w powietrzu znak cudzysłowia palcami.
-Ale przecież...
-Wiem. Też jej to powiedziałam, ale ona żyje we własnym urojonym świecie i nie wytłumaczysz jej tego. Ubzdurała sobie coś. Chłopcy mają teraz trening. Idziesz?
Pokręciłam głową.
-Nie. Popracuje już nad artykułem.
-Nie przemęcz się zbytnio, bo jeszcze zostaniesz pracoholikiem.
Uśmiechnęła się pogodnie i ruszyła w stronę stadionu, ja zaś w przeciwną- do jej mieszkania.
W drodze do domu, zastanawiałam się dlaczego Ann jest taka zazdrosna. Czy Mario dał jej do tego powody? Był jej chłopakiem, powinna mieć do niego zaufanie. A może problem widziała we mnie?
Przechodząc na światłach przez pasy zderzyłam się z mężczyzną.
-Hej, wszystko w porządku?
-Tak, jasne- mruknęłam, gdy już stanęłam na równe nogi. Podniosłam wzrok by przyjrzeć się swojemu "wybawcy", który pomógł mi się podnieść, ale on pociągnął mnie w stronę chodnika, ściągając tym samym z jezdni.
-Jesteś pewna?
-Tak, jestem. Dzięki Mats.
-Odprowadziłbym cie do domu, ale lece na trening już jestem spóźniony. Zobaczymy się na imprezie, tak?
Kiwnęłam głową, niczego nieświadoma. Jaka impreza?
Nie zdołałam uzyskać odpowiedzi, bo piłkarz odbiegł już w kierunku stadionu, a ja nie chciałam go zatrzymywać. Wiedziałam, że oberwie mu się od Iggie za to spóźnienie- dziewczyna robiła dzisiaj zdjęcia do swojego nowego albumu i zażądała zobaczenia wszystkich, nawet tych kontuzjowanych na treningu.
Pokręciłam głową z dezaprobatą i ruszyłam w stronę mieszkania.

*

-O jakiej imprezie mówił Mats?- usiadłam obok Iggie na kanapie w salonie. Dziewczyna uparcie wpatrywała się w ekran telewizora, na którym puszczano akurat "sport".
-Mats mówił ci o jakiejś imprezie?!- krzyknęła oburzona.
-Przypadkiem, coś mu się wymsknęło. To źle?
Dziewczyna nie odpowiedziała. Odwróciła wzrok w stronę okna, jakby to ono miało udzielić odpowiedzi.
-To mało istotne- mruknęła niezadowolona.
-A z jakiej okazji? Ktoś ma urodziny?- dociekałam.
-Nieważne, gapo!- Iggie zaśmiała się i dała mi pstryczka w nos- Matsowi najwyraźniej coś się pomieszało
-Jesteś pewna? Bo on wyraźnie mówił...
-Tak jestem. Musiał się pomylić. Może wychodzi gdzieś z chłopakami i zapomniał że my nie idziemy.
Nadal nie byłam do końca przekonana co do jej zdania na ten temat. Jej wcześniejsza reakcja dawała jasno do zrozumienia że wie coś o imprezie. Miałam powody przypuszczać że była w to jakoś specjalnie zaangażowana. Nie chciałam odpuścić. Planowałam zadać następne pytanie, gdy Iggie wepchnęła mi aparat w ręce.
-Wracając. Przeglądaj te przeklęte zdjęcia, które pstrykałam równe dwie godziny i wybieraj najładniejsze.

*

Księżyc jasno świecił na granatowym niebie. Jego łuna wpadała przez niezasłoniętą roletę okna w moim pokoju, skutecznie uniemożliwiając mi sen. Czując, że będzie to prawdopodobnie, nieprzespana noc, wyszłam z pokoju i ruszyłam w stronę salonu.
Iggie spala na kanapie, zwinięta w kłębek. Światła w kuchni były przygaszone- dawały wystarczająco dużo światła do pracy. Na stoliku, stał załączony laptop na którym zaczęła przerabiać jedno ze zdjęć, a aparat leżał teraz przed dziewczyną. Delikatnie odebrałam jej urządzenie, a komputer- po zapisaniu zmian- wyłączyłam. Zgasiłam też światło w kuchni a następnie przykryłam Iggie kocem, sama zaś wyszłam na balkon.
Chłodne nocne powietrze nieco mnie otrzeźwiło. Podeszłam do barierki i oparłam się o nią, pozwalając by lekki wietrzyk muskał mnie po twarzy i szyi, rozwiewając też moje włosy.
Nie miałam pojęcia ile już tak stoję. W grę mogły wchodzić sekundy, minuty a nawet godziny. Musiałam jednak przyznać, że sterczenie na tym balkonie i przyglądanie się niczemu było bardzo odprężające.
W końcu kiedyś jednak musiałam wrócić do domu. Cholernie zachciało mi się spać a nie zamierzałam spędzić tej nocy na zewnątrz.
Już miałam wychodzić z mini-tarasu, gdy usłyszałam głośne śmiechy na dole. Troche się zdziwiłam bo okolica była bardzo spokojna i praktycznie nigdy nie widziało się tutaj upitych nastolatków w środku nocy. Wychyliłam się za barierkę by zobaczyć kto robi tyle hałasu. Gdyby nie głos dziewczyny na pewno nie zorientowałabym się, kto jest na dole. Nie miałam żadnych wątpliwości kim są ci ludzie.
-Mario, przestań mnie łaskotać!
-Ale ja tak lubie twój śmiech Ann.
Chłopak przyciągnął ją do siebie i pocałował. Zabolało.

**********************************************************
Głupie, nudne, do dupy i nic nie wnosi.
Nie miałam pomysłu jak zakończyć, proszę o wybaczenie ;__; Dzisiaj wyjątkowo tylko jeden rozdział bo mam problemy z netem który co jakiś czas się wyłącza. Jutro dodam 2 lub 3 notki.
"Tak mamusiu już idę się uczyć"- mhm, chyba w snach -,- A wy? Nauczone na sprawdzian z polskiego? HAHAHAHAAHAHA, DOBRY ŻART.
ZMYKAM IDE SIE CIĄĆ LIŚCIEM, NARA.

2 komentarze:

  1. Nauczone? chyba żartujesz!!! ja nauczona -.-
    ASDFGHJKL JAKA IMPREZA???
    Mario zamiast gilgotać Ann idź się ogolić śledziem!!!
    Pozdrawiam @kurczakxx

    OdpowiedzUsuń
  2. CHCĘ JUŻ JAKIEŚ SCENY MIĘDZY IGGIE, A MARCO... NATYCHMIAST OK *.*

    OdpowiedzUsuń