sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 22



-Niespodzianka!
Patrzyłam na nich zdezorientowana. Co ty miało być?
-Iggie uświadom jej proszę jaki dziś dzień, bo dziewczyna chyba ma sklerozę- stwierdził Łukasz. Jego komentarz wywołał śmiech wśród zgromadzonych ludzi.
-Dzisiaj się twoje urodziny, gapo!- Iggie podbiegła do mnie z kolorowym pudełkiem. Moje oczy zrobiły się jeszcze bardziej zdziwione. Przy okazji zauważyłam że coraz częściej nazywa się mnie gapą. Mam nadzieje że nie takie będzie moje przezwisko pomyślałam, nie mogąc wyobrazić sobie sytuacji gdy ktoś mówi do mnie w ten sposób, zamiast używać mojego imienia lub jego skrótów.
-No, otwórz- szepnęła podekscytowana. Rozejrzałam się dyskretnie. Wszyscy utkwili we mnie swoje spojrzenia, ustawiając się jakby w kolejce do składania życzeń i wręczenia prezentu.
Nie mogąc dłużej znieść ich wyczekujących spojrzeń, podniosłam wieczko.
Na czarnym atłasie wśród zwojów folii bąbelkowej leżało małe białe urządzenie z czytelnym wyświetlaczem, kupą przycisków dookoła i gumowymi kółkami.
-To elektroniczny "uciekający" budzik. Nie wyłączy się dopóki nie klikniesz odpowiedniego przycisku a żeby to zrobić musisz wstać bo zwiewa. Folie możesz dać mnie- Iggie zaśmiała się, odebrała ode mnie pudełko i odłożyła je na pobliski- i jedyny pusty- stół.
Następny w kolejce, która sięgała już poza zasięg mojego wzroku, był Marco. Na tę okazje przyodział specjalną koszulę z nadrukowanym krawatem.
-No ten tego.. yy.. Wszystkiego najlepszego- mruknął wręczając mi torebkę. Doskonale rozumiałam jego skrępowanie. Sama bardzo nie lubiłam składać życzeń, wręczać prezentów, ale nie czułam się też dobrze w roli solenizantki. Odłożyłam prezent na stolik, nawet nie sprawdzając zawartości. Podskórnie czułam że ciekawska Iggie zrobi to za mnie.
Za blondynem w kolejce stała drobna dziewczyna. Nie patrzyła mi w oczy, wzrok utkwiła w ziemi. Miała jasne blond włosy i i nieco zadziorną twarz.
-O- Iggie odbiegła na chwilę od Reusa i doskoczyła do nas- Martha poznaj Nikę moją współlokatorkę, Nika poznaj Marthę moją znajomą ze szkolnych lat.
-Miło mi poznać- dziewczyna wyciągnęła zgrabną dłoń, którą uścisnęłam.
-Mnie również- nienawidziłam takich sytuacji. Przypominały troche te, kiedy poznawałam piłkarzy z Borussii za sprawą Iggie.
Martha zmierzyła mnie rozmarzonym spojrzeniem, które jednak szybko przerodziło się w coś innego. Taksowała mnie wzrokiem, jakby sprawdzając czy nadaje się na bycie współwłaścicielką Iggie i czy jestem wystarczająco dobra na znajomość z nią.
Miałam nadzieje że będę się z nią dogadywać równie dobrze jak z Iggie bo mimo swojego wrednego wyrazu twarzy, wydawała sie być całkiem sympatyczna.

*

Kolejka szła jakby własnym życiem. Nie miałam pojęcia że Iggie zaprosiła tylu ludzi. Byli to głównie piłkarze, których już znałam, ale nie sądziłam że ściągnie ich wszystkich tutaj.
Słońce już dawno skryło się za horyzontem, gdy nadszedł czas na ostatnią osobę. Osobę na którą czekałam przez całą kolejkę.
Mario uśmiechnął się nieznacznie i słodkim głosem złożył życzenia. Podał mi zapakowane w papier pudełko i usunął się w cień wracając do kolegów.
Więc moje towarzystwo jest aż tak nudne? pomyślałam rozgoryczona. Będąc skrępowanym nikt nie był sobą, ale chyba moja osoba nie była aż tak odstraszająca.
Cały stolik zawalony był prezentami. Najwyraźniej Iggie przewidziała taką sytuacje i zręcznie jej zapobiegła.
Z głośników leciała muzyka w rytm której poruszali się wszyscy na parkiecie. Gdy wynajęty na tę okazje DJ postanowił "nieco zwolnić", panie przylgnęły do swoich partnerów i objęte ramionami piłkarzy, kołysały się lekko.
Troche im zazdrościłam. Na szczęście nie tylko ja stałam samotnie przy szklanej barierce. Towarzyszyła mi Martha, spokojnie popijająca swojego szampana. Święcący na niebie księżyc, odbijał się lekko od jej czarnej sukienki, spowijając dziewczynę jakimś niezwykłym blaskiem.
-Nie chciałabyś tak potańczyć?- zapytała, wskazując głową na Iggie wtuloną w Reusa. Uśmiechnęłam się na ten widok.
-Może i bym chciała- odpowiedziałam wymijająco, postukując nerwowo obcasem.
Przyjrzała mi się badawczo. Na jej twarzy wykwitł grymas niezadowolenia.
-Ja też bym chciała
Prychnęłam lekko. Julian Schieber -który jakimś sposobem też został zaproszony- kilka razy prosił ją o choć jeden taniec, ale za każdym razem mu odmawiała, twierdząc że woli dotrzymać towarzystwa solenizantce. Schlebiało mi że zostaje ze mną a nie idzie się zabawić. Ja traktowałam ją troche inaczej- ostatecznie mnie nie wypadało odmówić, a zdarzyło się kilku- jak nie kilkunastu- chętnych do wyjścia ze mną na parkiet.
Piosenka powoli dobiegła końca a zaraz po niej puszczono coś szybszego, jednak po paru chwilach znowu usłyszeliśmy wolną balladę. Domyśliłam się że to Iggie, pragnie choć przez chwile przytulić się do Marco, najwyraźniej zdając sobie sprawę iż poprzednia spokojna melodia była jedyną i ostatnią. Nikt jednak nie zgłosił sprzeciwu.
-Zatańczysz?- Mario podszedł do mnie i uśmiechnął się słodko. W ciągu jednego wieczoru zobaczyłam ten wyraz twarzy już dwa razy, nie mogłam więc opanować drżenia serca, które mogło obserwować go godzinami. Kiwnęłam lekko głową, ze świadomością, że właśnie spełnia się urodzinowe życzenie.
Oparłam ręce na jego ramionach, on swoje umieściła na mojej talii. Zastanawiałam się jak to byłoby się do niego przytulić, kiedy on przyciągnął mnie bliżej i objął, tak jak obejmuje się kogoś ważnego, bliskiego. Nie protestowałam, rozpływając się w jego ramionach, korzystając z każdej okazji do kontaktu.
Minęli nas Iggie z Marco. Ta dwójka nie marnowała czasu i teraz nie kołysali się tylko w takt muzyki ale tańczyli. Wyjątkowo dobrze im to wychodziło. Płynęli jakby, ledwo dotykając stopami podłogi. Gdyby nie stukot szpilek Iggie, byłabym przekonana, że unoszą się kilka centymetrów nad ziemią. Czerwona sukienka dziewczyny krążyła dookoła niej, jakby żyjąc własnym życiem. Chciałabym tak tańczyć przeleciało mi przez myśl, zaraz jednak szybko ją od siebie odgoniłam. Po ojcu odziedziczyłam dwie lewe nogi, szczególnie jeśli chodziło o taniec, tak więc pozostałam przy spokojnym bujaniu się- co w sumie i tak było dużym wyczynem w moim wykonaniu.
Spokojny nastrój, przerwał dźwięk otwierających się drzwi, nikt jednak nie skończył tańczyć. Umieszczona w podłodze klapa, uniosła się. Najpierw wyłonił się ogromny tort, z wbitymi zimnymi ogniami i kilkunastoma świeczkami a potem ujrzałam rudą głowę Ann. Dziewczyna dostrzegła nas równie szybko jak my ją.
-Mario Goetze, żądam wyjaśnień!

*****************************************************************
Ta, da dam. 
Gdyby ktoś nie miał wyobraźni to dodaje zdjęcia dziewczyn i ich sukienek :) 

Nika

Iggie

Martha


P.S. Tyle sie z Igą naszukałyśmy tych sukienek a tu chyc i tyle. Nikt sie za pewne nie przejmie naszym trudem ;__;
P.S.2. Marta, mówiłam że będziesz ładna! 


2 komentarze:

  1. TAK WIDZĘ ŻE JESTEM ŁADNA DZIĘKUJĘ BARDZO, ALE DLACZEGO JESTEM WREDNA???
    NO DOBRA JUŻ NIE MARUDZĘ
    "Julian Schieber - który jakimś sposobem też został zaproszony" AHA OK, DOBRZE ŻE Z NIM NE TAŃCZYŁAM

    OdpowiedzUsuń
  2. PIĘKNA JAAAAAAAA
    WYOBRAŻAM SOBIE SIEBIE JAKO VIC TAŃCZĄCĄ Z MARCO
    BOŻE AAAAH
    I NIE WIEDZIAŁAM, ŻE UMIEM TAŃCZYĆ, ALE OK
    THXXXXXX

    OdpowiedzUsuń