niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział 27


-Mario, coś się stało?- Martha przyjrzała się mu badawczo, zadając pytanie które krążyła po głowie wszystkim. Naszej uwadze nie umknął zły humor piłkarza i Iggie oraz nieobecność Marco.
Mario posłał nam ponure spojrzenie znad swojej szklanki.
-Iggie...?
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
-Nic szczególnego.
Prychnęłam.
-Jeśli według was te ponure miny to nic, to ja nie chce wiedzieć czym u was jest coś.

*

Borussia grała mecz z Greuther Fürth. Pojechała cała drużyna -łącznie z Iggie- poza Marco, który z powodów problemów mięśniowych został w Dortmundzie. Nie była to jeszcze poważna kontuzja, ale domyśliliśmy się że trener chce go oszczędzać- szczególnie, gdy w losowaniu półfinałowych par, padło na Real.
Marco wprosił się do mieszkania Iggie na oglądanie meczu. Nie wypytywałam dlaczego nie może tego robić u siebie, bo ostatecznie Martha też przyszła.
BVB rozgromiło drużynę z Fürth wynikiem 6:1. Bramki strzelili Mario, Ilkay, Lewy i Kuba. Przy golach Goetze, widziałam jak Marco zaciska mocniej zęby.
-Wy się o coś pokłóciliście?
-Można to tak ująć.
Martha wzniosła oczy do nieba.
-Nie sądzisz że jesteś troche za stary na obrażanie się?
Marco pokazał jej język i wyszedł.

*

-Cholera!- krzyknęłam po raz kolejny wciskając Backspace. Po pokoju walały się sterty kartek z kawałkami nowego artykułu, pisanego na brudno. Szkiców były tysiące ale w komputerze widniał na razie tylko tytuł nowego tekstu.
-Nik, wszystko w porządku?- głowa Marthy ukazała się w drzwiach.
Pokręciłam głową.
-Co ty tu robisz tak w ogóle?
-Zalało mi pokój w akademiku i chciałam zapytać Iggie czy nie mogłabym tu przenocować przez jakiś czas.
-Myślę, że nie będzie miała nic przeciwko- zapewniłam.

*

Jeszcze zanim weszła do mieszkania słyszałam jej śmiech na korytarzu. Drzwi otworzyły się z głośnym hukiem.
-Julek, hahaha, opowiedział mi właśnie śmieszny kawał!
Uniosłam brew do góry.
-Cokolwiek bierzesz, zmień dilera- mruknęłam.
-Julian chciał zaprosić mnie na kawę. Nie zgodziłam się.
-Czemu?
-Nie będę nigdzie wychodzić z tym pacanem!
-We wtorek nie nazywałaś go pacanem.
-Nika, czy ja coś robiłam? Nikaaa? NIKAA?!

*

Nie miałam pojęcia co mnie nakłoniło do wyjścia. Możliwe że chęć ruchu, rozprostowania kości, albo coś innego.
Nogi gdzieś mnie poniosły i zanim się zorientowałam byłam już przy stadionie. Po drugiej stronie ulicy dostrzegłam Marco. Nie był sam.
Przez chwile miałam wrażenie że to pewnie Iggie, ale przecież ona jeszcze nie wróciła.
Piłkarz też mnie dostrzegł i razem z dziewczyną uwieszoną na ramieniu podszedł do mnie.
-Hej Nika. To jest Sandra.

*************************************************************
Macie tu takie żałosne coś ;__;
NIE MAM POMYSŁU NA NASTĘPNE ROZDZIAŁY POMOCY ?

2 komentarze:

  1. ASDFGHJKL JAKA SANDRA?
    BOJĘ SIĘ CO TY WYMYŚLIŁAŚ ;CCCCCCCCC
    EKHEM EKHEM JA MIESZKAM W AKADEMIKU? JESTEM NA STUDIACH? mam tyle lat co Iggie a studiuję LOL
    skoro nie masz pomysłów na rozdziały to rozwiń wątek z Sandrą ;cccc

    OdpowiedzUsuń
  2. JUŻ NIE ŻYJESZ
    OMG ZABIJĘ CIĘ
    ŻEGNAJ

    OdpowiedzUsuń