piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 20


(Iggie)
Zeskoczyłam z ostatniego stopnia i podbiegłam do drzwi. Otwarły się automatycznie, wyczuwając ruch w pobliżu.
-Ileż można czekać?- Marco uśmiechnął się leniwie i uniósł jedną brew. Wyglądał słodko, ale też figlarnie. Serce zadrżało mi ta ten widok. Dlaczego ty do cholery musisz być chodzącym ideałem? pomyślałam.
-Długo- uśmiechnęłam się.
-Na ciebie? Zawsze. Pani pozwoli.
Ujęłam go pod wystawioną rękę i razem ruszyliśmy w nieznanym kierunku.
Mimo iż niebo przesłaniała warstwa ciemnych, deszczowych chmur księżyc świecił jasno, nadając uśpionemu Dortmundowi jakiejś niewysłowionej magii i tajemnicy. Musiałam przyznać że spacer po ulicach miasta z tak cudownym towarzyszem jakim był Marco sprawiał mi dużą przyjemność. Nie wiedziałam jeszcze gdzie, ani po co zmierzamy ale pozwoliłam by blondyn prowadził mnie w nieprzeniknioną noc.
Nim się obejrzałam znaleźliśmy się z parku. Był ciemny, ponury i opuszczony- wcale nie uśmiechało mi się wchodzenie do niego. Wiatr świszczał złowrogo, drzewa niebezpiecznie uginały się jakby w niemym pokłonie przed jego siłą. Gdzieś w oddali usłyszałam hukanie sowy i dźwięki innych zwierząt grasujących po zapadnięciu zmroku.
Marco na pewno zauważył jak zaczęłam się trząść. Niestety XV- wieczny gentelman zniknął w cieniu zwykłego mężczyzny jakim był na co dzień i w ogóle zignorował mój strach, ciągnąc mnie lekko w stronę jednej z polan, od których aż roiło się w dortmundzkim parku.
-Ufasz mi?- zapytał podchodząc od tyłu.
-Marco, nie rozumiem.
-Ufasz?- powtórzył ze spokojem, w jego głosie wyczułam jednak pewne napięcie.
-Czy gdybym ci nie ufała, łaziłabym z tobą w nocy po parku?- zapytałam ironicznie, kiwając głową. Chłopak zawiązał mi arafatkę na oczach. Myślałam że wcześniej było ciemno
-Skoro mi ufasz to chodź- szepnął mi do ucha, ciągnąc za rękę.
Ruszyłam za nim. Czułam się jak bezbronne dziecko, które trzeba prowadzić przez życie. Jak krucha lalka, na którą wszyscy muszą uważać, bo pod tchnieniem delikatnego wiatru zginam się niebezpiecznie, blisko złamania.
Droga była krótka, pełna przeżyć. Brak wzroku wyostrzył pozostałe zmysły. Jeszcze lepiej słyszałam leśne szumy, zapach kwiatów i beton po którym niepewnie stąpałam.
-Już po wszystkim- Marco odwiązał arafatkę. Moim oczom ukazała się polana. Przez szparę między wysokimi konarami drzew, wpadało światło księżyca, oświetlając przygotowany wcześniej koc. Na rozłożonym materiale stało wino, dwa kieliszki i koszyk- prawdopodobnie- z jedzeniem. Jęknęłam z zachwytu. Stałam oniemiała wpatrując się w to wszystko. Chłopak musiał zadać sobie wiele trudu.
Ujął moją bezwładną rękę i poprowadził bliżej.
-Czasem trzeba zmarnować czas na niewłaściwą osobę, by dostrzec ogromne znaczenie tej innej.- mruknął, wpatrując mi się głęboko w oczy. Jego spojrzenie przewiercało mnie na wskroś. Miałam wrażenie że wyciąga z mojej głowy wszystkie informacje.
Rozumiałam co miał na myśli. Choć sama nigdy nie przeżyłam tego co on, tamtej nocy, poczułam się z nim związana bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.


*

(Marco)
Jak nigdy cieszyłem się z zerwania z Carolin. Blondynka, w której kiedyś widziałem potencjalną narzeczoną, swoim odejściem uświadomiła mi jak małą role odgrywała w moim życiu. Była tylko elementem szczęśliwego obrazka. Zabrakło jej i choć mogłem mieć każdą na wyciągnięcie ręki, ja nie chciałem zapełniać jej miejsca byle kim. Przez krótki czas zastanawiałem się, czy w ogóle chce kogoś wstawiać w jej miejsce. A potem podświadomość jakby przypadkiem podsunęła mi widok Iggie. Uśmiechniętej, pełnej życia, z radosnym blaskiem w figlarnym oku.
Byłem zły sam na siebie. Było mi też cholernie wstyd. Dlaczego Carolin musiała odejść, bym dostrzegł jak ważna jest dla mnie Iggie?
Nie wiedziałem. Z biegiem czasu, zacząłem też rozumieć że nie zależy mi by się tego dowiedzieć. Iggie była ważna. Najważniejsza.
I teraz gdy wreszcie to zrozumiałem, nie zamierzałem dopuszczać do jej odejścia. Zamierzałem trzymać ją w ramionach aż do skończenia świata. Nawet tornado, nie zdołałoby mi jej teraz odebrać.

****************************************************************
Za wcześnie sie to rozwiązało, ale jeszcze namieszam, nie martwcie sie.
Rzygacie już tęczą? HEHEHEHEHEE, BO JA CZYTAJĄC TO PO PROSTU WRĘCZ PŁAKAŁAM.

3 komentarze:

  1. DOMINIKA TO NIE JEST ŚMIESZNE, JA SIĘ NAPRAWDĘ POPŁAKAŁAM XD NIE ŻARTUJĘ, OMNOMNOMN. NAJLEPSZY ROZDZIAŁ!!! ZDECYDOWANIE MÓJ ULUBIONY, CHOCIAŻ WSZYSTKIE SĄ ŚWIETNE. JEZU "Myślałam że wcześniej było ciemno." ROZWALIŁO MNIE :D TO JEST IDEALNE, DZIĘKUJĘ ZA TO *.* I NIE PSUJ MI TEGO, BO CIĘ ZABIJĘ!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku *.* MARCO PRZYGOTOWAŁ ROMANTYCZNĄ KOLACJE DLA IGGIE
    NIE WIEM CO CHCESZ ZROBIĆ ALE MAM NADZIEJE ŻE NIE POPSUJESZ TEGO BO CIĘ POWIESZĘ NA SZNURÓWCE!!! - TO JEST GROŹBA
    DOBRA CHCĘ NASTĘPNY ;_________________;

    (przeczytałam wcześniej ale nie miałam dostępu do kompa, przepraszam że tak późno komentuje)

    OdpowiedzUsuń
  3. Geniusz !!!!!!!!!!!!!! :)

    OdpowiedzUsuń