piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 18


Pierwszy raz od mojego przyjazdu do Dortmundu wyjęłam z walizki laptopa i włączyłam go. Wraz z nim, uruchomiło się tysiące aplikacji, ściągniętych jeszcze w szkole- w tym skype. Zadowolona przejrzałam listę dostępnych osób, zastanawiając się do kogo zadzwonić. Ostatecznie wybrałam przyjaciółkę, nazywaną przez wszystkich dortmundzką pszczółką Mają.
-Ładnie to tak się nie odzywać?- na ekranie monitora ukazała się jej uśmiechnięta twarz. Była bardzo pogodną osobą, śmiała się przez cały czas. Uwielbiałam z nią rozmawiać i przebywać w jej towarzystwie- zawsze przynosiło to poprawę humoru.
-Przepraszam Maja, ale nie mam jakoś do tego głowy- odpowiedziałam przepraszającym głosem.
-Domyślam się przez co teraz przechodzisz. Obecnie jestem w Warszawie. Przyjeżdżałam tutaj żeby się z tobą spotkać, ale kiedy przyszłam do was twoja mama powiedziała mi że nie ma cie w stolicy.
Kiwnęłam głową.
-Gdzie ty tak w ogóle jesteś?- dziewczyna wskazała na ścianę za mną i przeczesała palcami rude włosy.
-Na razie siedze w Dortmundzie i szybko się stąd raczej nie wyprowadzę. Mam tu prace i dom nad głową, a znajomi są świetni. Nikt, nawet siłą nie zmusi mnie żebym wróciła do Polski.
Maja zasępiła się nieco.
-Coś nie tak?
-Nie po prostu, chciałabym mieć tyle szczęścia co ty.
-Nie rozumiem?
-Dziewczyno!- w Mai wybuchła taka frustracja iż miałam wrażenie, że gdyby nie dzielące nas kilometry to wyskoczyłaby z monitora i mocno mną potrząsnęła- Siedzisz sobie w ciepłym mieszkaniu, masz pracę i jesteś w mieście do którego zawsze chciałam pojechać.
Nagle zrobiło mi się jej żal. Dziewczyna nigdy nie miała łatwo. Zawsze podziwiałam ją za ten optymizm, który był chyba jedyną rzeczą która trzymała ją przy życiu. Mimo przeciwności losu z jej twarzy nie schodził uśmiech.
-Na pewno tobie też się kiedyś uda spełnić marzenia- mruknęłam pocieszająco. Oczy Mai rozbłysły wesołym blaskiem.
-Oczywiście, trzeba tylko wierzyć w siebie i dążyć do ich spełnienia.

*

-Marco rozstał się z Carolin, Marco rozstał się z Carolin- Iggie wpadła na balkon i odtańczyła dziki taniec radości. Zamyślona dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z jej słów. Marco i Carolin rozstali się. Sens tego zdania jeszcze do końca do mnie nie dotarł, ale cieszyłam się z Iggie jak głupia i tańczyłam razem z nią.
-Jeszcze nigdy się tak bardzo nie cieszyłam.- uspokoiła się i oparła ręce o barierkę na balkonie. Utkwiła wzrok w zachodzącym słońcu. Uśmiechnęła się błogo.
-Czyli co? Plan "Marco będzie moim mężem"* rusza od nowa?- zapytałam, stając obok niej.
-On nigdy nie ustał. Teraz rusza z jeszcze większą parą- mrugnęła porozumiewawczo i weszła do środka.
A może by tak Mario i Ann też się rozstali? 

*********************************************************

*Ten plan to of course tylko na potrzeby opowiadania, bo to logiczne że on już jest twoim mężem. 

2 komentarze:

  1. OMGGGGGGGG PLAN MARCO BĘDZIE MOIM MĘŻEM AHAHAHAHAHA KOCHAM TEN ROZDZIAŁ OMG

    OdpowiedzUsuń
  2. ASDFGHJKL NO TO IGGIE ODWALASZ TAŃEC SZCZĘŚCIA PRZED KOMPUTEREM?
    HEHEHEHE I LOFF PINGWIN

    OdpowiedzUsuń