(Mario)
Patrzyłem na całe to zbiegowisko jak sparaliżowany. Strach o życie dziewczyny sprawiał że nie mogłem się ruszyć.
Nika ruszyła do dziewczyny w biegu zdejmując rolki. Rzuciła się na kolana przy poszkodowanej, sprawdzając oddech, puls i przytomność. Obok niej stał kierowca samochodu, który już wzywał karetkę.
*
-Nie ma żadnych poważnych uszkodzeń.- zawyrokował lekarz po zbadaniu. Pomoc przyjechała bardzo szybko, a do tego czasu wszyscy już staliśmy przy Iggie.
-Czyli nic jej nie będzie?- zapytała Nikki słabiutkim głosikiem. Szlochała spazmatycznie, nie umiała zaczerpnąć oddechu i drżała na całym ciele. Objąłem ją i przygarnąłem do siebie. Miałem wrażenie że trzymam w ramionach kruchą istotkę, która w każdej chwili może się złamać.
-Jedziemy?- zapytał Marco. W rękach trzymał już kluczyki z samochodu. Kiwnąłem lekko głową, prowadząc dziewczynę do jego auta.
Przez całą drogę nikt z nas się nie odzywał. Prawdopodobnie wszyscy mieli wyrzuty sumienia, choć nikt nie wiedział, że tak może się zakończyć przechodzenie przez drogę.
Dominika nadal płakała, ale już znacznie ciszej, spokojniej. Po jej porcelanowych policzkach ciekły łzy i od czasu do czasu pociągała jeszcze nosem, ale zdecydowanie uspokoiła się odkąd lekarz zapewnił, że nic poważnego się nie stało. Na pewno się obwiniała. Tak samo jak każdy z nas. Przecież to my powinniśmy podejść do niej myślałem gorączkowo. Ale była opcja że zakończy się to tak samo. Dlatego po pewnym czasie przestałem wsłuchiwać się w głos sumienia, wmawiając sobie że była to stuprocentowa wina kierowcy, który jechał za szybko- w sumie było to prawdą.
*
(Nika)
-Ciesze się że jesteście- rozświergotana Iggie nawet na szpitalnym łóżku, podpięta do tysiąca różnych monitorów nie traciła nic ze swego optymizmu.
Głupio się teraz czułam płacząc. Ostatecznie wypadek nie był taki poważny na jaki wyglądał. Teraz wiedziałam że zachowałam się zbyt pochopnie, ale czułam, że łzy zmyły częściowo poczucie winy.
-Nic ci nie jest?- Marco podbiegł do niej jako pierwszy, wziął jej twarz w dłonie i zaczął się jej dokładnie przyglądać.
-Nie, nie. To nic groźnego. Posiedzę sobie tutaj do jutra a potem mnie wypisują- uśmiechnęła się radośnie, przywołując nas gestem ręki. Leżała sama w szpitalnej sali, więc pozajmowaliśmy wolne łóżka.
-Wypadek wyglądał poważnie- mruknął Mario, przeocznie zerkając na mnie.
-Ale na całe szczęście taki nie był. Przestańcie wreszcie marudzić,
-Marudzić? My się po prostu o ciebie martwimy- mruknęłam. Dziewczyna zmierzyła mnie rozbawionym spojrzeniem.
-Miło mi to słyszeć.
Do sali ktoś zapukał. Wszyscy jak jeden mąż odwrócili się w kierunku drzwi, przez które właśnie wchodziła Carolin.
-Iggie!- dziewczyna podbiegła do łóżka, z udawaną troską. Przewróciłam oczami. Robi się z niej coraz to lepsza aktorka pomyślałam, wiedząc jednak że niektórzy darzą ją sympatią i że jest wybranką Reusa, powstrzymałam się od zgryźliwej uwagi.
-Tak strasznie się o ciebie martwiłam. Co się stało?
-Chyba wiesz, skoro tutaj przyjechałaś- mruknęłam pod nosem. Dziewczyna odwróciła się w moim kierunku i zmierzyła mnie spojrzeniem pełnym pogardy. Prychnęła rozeźlona i opuściła salę. Zdezorientowany Marco wybiegł za nią, a ja zobaczyłam tylko jak Iggie odwraca smutny wzrok w stronę ściany.
*********************************************************
Ide sie powiesić na sznurówce, ok.
JAK DALEJ TAK PÓJDZIE TO DZISIAJ DODAM WSZYSTKIE ROZDZIAŁY JAKIE MAM NAPISANE Z GÓRY, LOL. IGA TO PRZEZ CIEBIE!
A MOŻE MARTHA NIE NADĄŻA, CO? TY WREDNA EGOISTKO!
O MÓJ BOŻE O MÓJ BOŻE O MÓJ BOŻE
OdpowiedzUsuń"- Nic ci nie jest? - Marco podbiegł do niej jako pierwszy, wziął jej twarz w dłonie i zaczął się jej dokładnie przyglądać. "
JEZUS MARIA CHCESZ MNIE ZABIĆ, PRAWDA
DAWAJ NASTĘPNY
TYLKO JAK BĘDZIESZ SIĘ WIESZŁA TO UWAŻAJ ŻEBY OCZY NIE POSZŁY CI TAK DO GÓRY ;)))))))))))))))
OdpowiedzUsuńIDĘ SIĘ OGOLIĆ ŚLEDZIEM
PS. WIESZ ŻE Z MLEKA NIE DA SIĘ ZROBIĆ KISIELU???
XD