piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 13


-Wszystko gra?- zaniepokojona Iggie, złapała mnie za brodę i popatrzyła głęboko w oczy.
-Mmm... Jasne- mruknęłam i zniknęłam w swoim pokoju.
Głupio mi było odtrącać jej szczerą troskę. Doceniałam że tak bardzo się o mnie martwi ale w obecnej chwili nikt nie mógł mi pomóc.
Byłam zdruzgotana tym co zobaczyłam. Wiedziałam, że niepotrzebnie robiłam sobie złudną nadzieje, ale mimo wszystko nocny widok zabolał. Ukłuł w serce z taką siłą iż miałam wrażenie że rozpadło się ono na części.
-Nikki, czy tu chodzi o Mario?
Niepewnie pokręciłam głową. Dziewczyna popatrzyła na mnie ze szczerym współczuciem, jakby wiedząc co się święci, ale widząc że nie jestem w nastroju ewakuowała się z pokoju.
-Jeśli zechciałabyś pogadać to jestem u siebie.
Kiwnęłam lekko głową, zakrywając głowę poduszką. Powinnaś teraz pisać artykuł a nie marzyć o Mario. Postanowiłam, że przystanę na opcje cichego głosiku w głowie.
Jak postanowiłam tak też zrobiłam i już po niecałej godzinie napisany tekst został wysłany mailem do redaktora naczelnego.

*

-Chcesz cały dzień przesiedzieć w domu?- Iggie weszła do pokoju dzierżąc w ręce parasol. Jej mina mówiła wyraźnie, że nie ma ochoty nigdzie wychodzić w tą ulewę, która jeszcze dwadzieścia minut temu była pięknym słońcem.
-Owszem.
Spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
-Nie bądź wredna. Skoro ja muszę wyjść to ty też
-Nikt nie chce wychodzić w taką pogodę- mruknęłam, jednak grzecznie wstałam z łóżka.
-Nie marudź!- fuknęła- Kupie ci pączka.
-Wiesz, że nie jem pączków.
Jej oczy zrobiły się okrągłe jak pięciozłotówki.
-Jak, można nie jeść pączków?!
-Normalnie?
-Żadne normalnie! Przy mnie nauczysz się je jeść, po prostu je pokochasz.
Przewróciłam oczami, ale wyszłam za nią z pokoju.

*

Deszcz przestał padać. Chmury ustąpiły i choć jeszcze gdzieniegdzie dało się je dostrzec, na niebie królowały ostatnie ciepłe promyki słońca. Ulice wciąż były mokre, wszędzie było pełno kałuż, a na chodniki wyłaziły dżdżownice i ślimaki wywabione wilgocią.
Dortmund opustoszał. Ludzie raczej siedzieli w suchych mieszkaniach delektując się późnym popołudniem, ale wiele z nich popijało kawę w kawiarniach, które mijałyśmy.
-Nie lubie wilgoci- mruknęła Iggie po raz kolejny omijając duże nagromadzenie wody. Uśmiechnęłam się nieznacznie. Pomysł ze spacerem uznałam za jeden z lepszych. Skutecznie zapomniałam o przykrym dla serca, wczorajszym widoku i zajęłam się teraźniejszością. Ostatecznie od zawsze wiedziałam, że Mario to nie moja liga i mamy marne szanse na coś poza przyjaźnią, więc nadal nie rozumiałam dlaczego zachowałam się tak niemądrze. Byłam w nim zakochana, ale czy to oznaczało że mam być też zazdrosna o każdą dziewczynę? Równie dobrze mogłam zacząć rzucać się do gardeł i jego obecnej wybrance i każdej lasce która zamieniłaby z nim choć słowo. Chciałam by był szczęśliwy a skoro Ann dostarczała mu tego szczęścia to jak dla mnie mogli się nawet pobrać (choć miałam nadzieje, że zbyt wcześnie to nie nastąpi).
Wracałyśmy z kawiarni, gdy dostrzegłyśmy Marco. Pod pachą niósł książkę, w ręce dzierżył parasol. Nie zdążyłam zatrzymać Iggie, która podbiegła do niego i klepnęła go wilgotnym parasolem w ramie.
-To za tą wodę na głowie w czasie treningu!- wykrzyknęła uradowana uśmiechając się z wyższością. Mina Marco, mówiła jednak że nie pozostawi tego czynu, bez aktu zemsty i już po chwili Iggie wylądowała w ogromnej kałuży.
-Reus, zabije cie!- warknęła, nabierając wody w dłonie i biegnąc za chłopakiem. Wzniosłam oczy do nieba. Jak dzieci pomyślałam.
Szatynka "rzuciła" wodą w blondyna, który schował się za mną. Skutkiem czego wszyscy byliśmy mokrzy.
-Iggie mścij sie na treningu, nie teraz- krzyknął piłkarz, uciekając w stronę domu. Dziewczyna przystanęła ze zdziwioną miną, ale nie goniła go. Uśmiechnęła się w moją stronę i pogodnym krokiem ruszyła do domu.

*

Do domu wróciłam skutecznie orzeźwiona, ale też strasznie zmęczona. Według Iggie przeszłyśmy tamtego dnia około 10 kilometrów spokojnym krokiem, a takie długie spacery raczej nie były moją mocną stroną. Zapatrzone w ulice miasta zapomniałyśmy się zupełnie.
Po kąpieli, siedziałam razem z Iggie na kanapie w salonie, oglądając jakąś durną hiszpańską telenowele. Jak dla mnie każdy serial był taki sam i po kilku odcinkach zaczynał mi się nudzić, ale ten wyjątkowo mnie zainteresował. Może dlatego, że pochłonięta rozmyśleniami, słuchałam tylko jednym uchem i nie przywiązywałam zbytniej wagi do znaczenia wypowiedzi?
Niespodziewanie zadzwonił dzwonek do drzwi. Iggie spojrzała na mnie zaskoczona i gestem poprosiła bym otwarła nieproszonemu gościowi. Pośpiesznie wstałam i zarzucając różowy szlafrok na piżamkę w łaciate krowy, ruszyłam otworzyć wejście.
-Moge?

*******************************************************************
DOMINICZKI ASDFGHJKL HAHAHAHAHAHAAHAHAHAHAHA LOL
Kończymy takim "tajemniczym" akcentem. Jestem badziewną pisarką ok.
Następny rozdział jeszcze dzisiaj, choć znając Ige to nawet gdybym dodała już wszystkie napisane rozdziały, byłoby jej bało -,-'
Spadam wplatać do opowiadania Kasię jako panią z mięsnego gapiącą się na Piszczka i Natalie jako hejterkę która powiesi sie na sznurówce, ok.

2 komentarze:

  1. O MÓJ BOŻE, WRESZCIE IGEUS <33333
    DAWAJ NASTĘPNY DOMINICZKO LOL

    OdpowiedzUsuń
  2. NIE WIEM KTO PRZYSZEDŁ ALE WIEM ŻE NIE MOŻESZ WEJŚĆ KIMKOLWIEK JESTEŚ!
    NO WIESZ MI SIĘ KOMP ZACINA, ALE TEŻ JUŻ PRZECZYTAŁAM!
    TY I BADZIEWNA PISARKA-BEZ PORÓWNANIA DO MNIE XD
    MASZ DODAĆ NASTĘPNY ROZDZIAŁ MIMO CZY JA DODAM CZY NIE!!!
    POZDRAWIAM KURCZAK

    OdpowiedzUsuń