niedziela, 31 marca 2013

Rozdział 7


Mimo faktu, iż był to dopiero mój drugi dzień w Dortmundzie nie miałam większych problemów by wrócić do domu Iggie. Dzięki mapce, którą dziewczyna wręczyła mi rano, zgubiłam się tylko raz, ale i wtedy szybko odnalazłam właściwą drogę.
Czułam się głupio. Zamiast żołądka miałam w brzuchu ciasny supeł, który niemiłosiernie ciążył. Która młoda kobieta zrobiłaby coś takiego innej młodej kobiecie? Wmawiałam sobie, że każda osoba w mojej sytuacji, zachowałaby się podobnie i po jakimś czasie wreszcie zaczęłam w to wierzyć. Prawdopodobnie bardziej bolał ją fakt iż jej ubrania są brudne niż to, że została upokorzona w miejscu publicznym.
Usiadłam na łóżku i wzięłam z półki pierwszą lepszą książkę. Wczoraj, wypakowując je nie rozumiałam po co wzięłam ich aż tyle, ale dzisiaj byłam sobie bardzo wdzięczna. Przynajmniej miałam co robić.
Byłam gdzieś w połowie drugiego rozdziału, gdy usłyszałam hałas przekręcanego w zamku klucza. Nie wstałam by je otworzyć. Wiedziałam, że to Iggie wraca z kina, więc wróciłam do czytania.
Po chwili rozległ się dźwięk kroków w korytarzu i w końcu postać szatynki pojawiła się w progu drzwi.
Machnęłam tylko ręką, ale nie oderwałam wzroku. Czekałam. Na gorzkie słowa jak ty sie zachowujesz?! ile ty masz lat? nie zamierzam mieszkać z psychopatką, ale nic takiego nie nastąpiło. Lekko zadrżały mi ręce. Byłam ciekawa czy Iggie zauważyła, że nie czytam niczego, tylko za książką ukrywam swój zakłopotany wzrok.
Dziewczyna chrząknęła.
-Nie masz mi nic do powiedzenia?
-Nie.
-Twoje dzisiejsze zachowanie było...
-Niedojrzałe? Wiem. Od dawna jestem nazywana niedojrzałą, nieodpowiedzialną i lekkomyślną. Takie zachowanie to u mnie normalka.
-Nie, chciałam powiedzieć, że twoje zachowanie było...
-Żenujące?-przerwałam jej znowu- Możliwe. Ale już nie umiałam słuchać jak ona...
-Czy ty dasz mi dokończyć?- Iggie fuknęła i zasłoniła mi usta ręką.
-Nie
Dziewczyna przewróciła oczami.
-Twoje zachowanie było... Nie wiem jak to określić...
-Nie krępuj się. Zachowałam się jak dziecko, niespełna rozumu nastolatka...
-Nie wiem, czy odważyłabym się na coś takiego. To na pewno było trochę lekkomyślne, ale... Ciesze się, że utarłaś nosa Ann.
Uśmiechnęłam się lekko.
-Ale obiecaj, mi że, jeśli kiedyś będę twoją rywalką o serce jakiegoś faceta to nie wylejesz mi coli na głowę.- dziewczyna wystawiła mały paluszek- Zgoda?
-Zgoda- odparłam, zaciskając swój palec na jej- I ja wcale nie walczę o serce żadnego faceta.
-A Mario?- uśmiechnęła się, tak jak tylko ona potrafiła.
-Prawie wcale go nie znam!
-Jasne, jasne. Tak to sobie tłumacz.- dziewczyna przewróciła oczami, ale mimo wszystko roześmiała się. Popatrzyłam na nią jak na kretynkę lecz na mojej twarzy też wykwitł uśmiech.

***************************************************************
Głupie, do dupy, masakra i w ogóle umieram, czytając to.
Niniejszym chcę podziękować wszystkim osobom które to czytają, a w szczególności tym, które komentują. Nie wiem jak potraficie znieść te wszystkie błędy, żenującą treść, brak fabuły i ciekawych wydarzeń. Jak dla mnie opowiadanie mogłoby być o wiele lepsze, ostatnio dostrzegłam też że strasznie mało w nim piłkarzy a to przecież o nich...
Mniejsza. Jeszcze raz dziękuje, zapraszam do komentowania (to bardzo wspiera) i życzę wesołych świąt.
P.S. Jeśli następnym razem, ktoś będzie życzył sobie śniegu na święta to proszę sprecyzować o które dokładnie chodzi. Bo na Boże Narodzenie nie było ani płatka śniegu a na Wielkanoc brodzimy w nim po kolana -,-' [swoją drogą, ktoś się chyba pomylił z tą pogodą. JEST MARZEC, JUŻ PRAWIE KWIECIEŃ!!!]

1 komentarz: