Postawiłam stopę na stałym gruncie. Po trzech godzinach lotu z ogromną ulgą przyjęłam fakt, że za chwilę lądujemy. Minęłam uśmiechającą się przyjacielsko stewardessę, i ruszyłam w stronę wyjścia ciągnąc za sobą ogromną walizkę. Ludzie, spotykani na lotnisku w niczym nie przypominali Polaków. Ich zachowanie było tak różne od rodaków, że miałam wrażenie iż samolot zawiózł mnie na inną planetę. Wszyscy, nawet nieznajomi czekając na samolot, gawędzili ze sobą radośnie, wybuchając śmiechem.
Skierowałam się w stronę postoju taksówek i "złapałam" jedną z nich, po angielsku dogadując się z miłym kierowcą. Wolałam, nie narażać go na mój niemiecki.
Samochód pędził ulicami Dortmundu. Miasto było pełne przepychu i jakiejś dostojności. Minęliśmy park i taksówkarz zatrzymał się. Zapłaciłam mu podaną kwotę i wysiadłam z auta.
Rozejrzałam się dookoła. Był środek lata, delikatne słońce ogrzewało wszystko, ale temperatura była nieznośnie wysoka. Wśród zabudowań dostrzegłam mały kiosk, więc podeszłam z nadzieją kupienia czegoś co nazywałoby się mapką.
Zapatrzona w nową "lekturę" kroczyłam już któryś raz tą samą główną drogą. Minęłam kilka razy kiosk w którym zakupiłam gazetę. Sprzedawczyni dziwnie się na mnie patrzyła, ale było to pewnie spowodowane jej niechęcią do mnie lub widokiem koszulki z nazwiskiem Roberta Lewandowskiego, którą miała sposobność podziwiać za każdym razem.
Nagle uderzyłam w coś. Rozbolało mnie czoło i upadłam na tyłek, ale pozostałam na tyle trzeźwa by sprawdzić na co wpadłam.
Przed sobą zobaczyłam dziewczynę. Była mniej więcej w moim wieku i właśnie zbierała książki i magazyny rozrzucone po całym chodniku.
-Hey, nic ci nie jest?- zapytałam podchodząc do niej. Kucnęłam obok i pomogłam pozbierać lektury.
-Jasne, dzięki za troskę- rzuciła melodyjnym głosem.
-Słuchaj, na prawdę mi przykro...- zaczęłam, ale nie dane mi było skończyć. Dziewczyna machnęła ręką, po czym wystawiła ją w geście przywitania.
-Iggie, jestem. A ty?
-Dominika- odparłam, ściskając jej zgrabną dłoń.
-Masz strasznie długie imię...- stwierdziła i roześmiała się- Będę cie nazywać Nika, dobrze?
Kiwnęłam głową. Iggie była strasznie gadatliwa, ale też bardzo sympatyczna, więc szybko ją polubiłam.
-Przejdziemy się?- zapytała, wskazując głową walizkę- Zostawisz ją u mnie w domu
Nie odpowiedziałam tylko ruszyłam za nią w nieznanym kierunku. Droga była krótka i przyjemna, ale nie byłam w stanie skupić się na podziwianiu Dortmundu- Iggie gadała przez calusieńki czas.
W końcu stanęłyśmy przed wysokim budynkiem. Zaprowadziła mnie do windy, wcisnęła guzik z numerem 5 i uśmiechnęła się serdecznie. Kiedy drzwi otworzyły się, wybiegła z nich jak burza i ruszyła długim korytarzem. Starałam się iść za nią, ale ciężko było nadążyć.
Otworzyła czarne drzwi i zniknęła w czeluściach mieszkania, a ja weszłam za nią.
Krótkim holem wchodziło się do nowoczesnego salonu. W głębi dostrzegłam następny korytarz, który prowadził do łazienki, kuchni i prawdopodobnie sypialni.
-Rozgość się!- krzyknęła znikając w jednym z pokoi. Zostawiłam walizkę nieco na uboczu i opadłam na czarną kanapę.
Dziewczyna pojawiła się po chwili z całą tacą. Postawiła ją na stole i w momencie w którym mówiła coś o częstowaniu się, rozległ się dzwonek do drzwi.
Brązowe oczy Iggie błysnęły.
-Już są!
******************************************************
Przeżyłam, napisałam i wg wg wg. Zarzucam was moimi "wypocinami" które są tak głupie, żałosne itd że masakra. Mogłam to opisać lepiej, ale wena która towarzyszyła mi przez cały dzień, nagle jakoś ustąpiła...
OMG OMG OMG TO JEST IDEALNE! ŻADEN ROZDZIAŁ Z TWOICH INNYCH BLOGÓW NIE SPODOBAŁ MI SIĘ TAK JAK TEN :O ALE MOŻE DLATEGO, ŻE JA TEŻ TAM JESTEM :D A KONIEC ROZDZIAŁU IDEALNY... CHCĘ JUŻ NASTĘPNY <3
OdpowiedzUsuńMasz tutaj inny styl, ale chyba dlatego mi się spodobało ;D
OdpowiedzUsuńMyślę, że będę czytać, bo zaciekawiłaś mnie tym, kto przyszedł (czyżby znajomi Iggie z Borussi?) i w ogóle jakoś tak miło się zapowiada. Tymczasem czekam jeszcze na notkę u iggie, bo ta małpa zaczyna mnie już wkurzać xD
Caro.