-W życiu nie zgadniesz kto również ubiega się o pracę tutaj- zezłoszczona podeszłam do Iggie. Dziewczyna przeglądała właśnie zrobione zdjęcia, ale na moje słowa, gwałtownie upuściła aparat. Gdyby nie to, że był zawieszony na jej szyi, niechybnie roztrzaskał by się o beton.
-Carolin i Ann?- zapytała. Spojrzałam na nią zdziwiona. Widząc mój wzrok dodała szybko- Mario i Marco stoją tam i na nie czekają. Miałam okazje żeby chwilę z nimi porozmawiać. Wybierają się dzisiaj do kina...
-My też się wybieramy- stwierdziłam.
-Nie zamierzam się wcinać między Marco a Caroline- fuknęła.
-Ja też nie. Ale zostałyśmy zaproszone i nie wypada odmówić.
Spojrzała na mnie z dezaprobatą.
-A powiedziały ci chociaż na jaki film idziemy?- Iggie uśmiechnęła się lekko i ruszyła w tylko sobie znanym kierunku.
Całą drogę słyszałam tylko własne myśli i stukot obcasów Iggie. Dręczył mnie fakt, że Caroline podobnie jak Ann były bardzo pewne swojego dostania się do pracy. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale mając je za rywalki, moje szanse na uzyskanie posady, zmalały jeszcze bardziej. Nie podobało mi się to. Wyjechałam do Dortmundu, by się usamodzielnić i spełnić marzenia. Praca w Kickerze spadła mi jak z nieba i chciałam o nią walczyć.
*
-Nie przesadzaj- Iggie opadła na kanapę z kubkiem herbaty w ręku- Ja jestem bardzo zadowolona z moich nowych nabytków. Która godzina?
-18.30. Dlaczego pytasz?- zaniosłam stos rzeczy do pokoju, nawet ich nie rozpakowując.
-Za pół godziny powinnyśmy być w kinie!- krzyknęła, znikając w łazience.
*
Marco i Mario weszli do kina, obejmując swoje dziewczyny. O ile Ann, była zadowolona z bliskości Mario, o tyle Carolin raczej cieszyła sława jaką przynosił jej związek z Marco. Iggie zacisnęła zęby widząc jak składa czułego całusa na ustach chłopaka.
-A gdzie się podziali wasi partnerzy?- Ann uśmiechnęła się nieco ironicznie.
-Ann, nie ładnie pytać o takie rzeczy- mruknął Mario. Uśmiechnął się do nas pogodnie i razem z Marco ruszył do baru kupić popcorn na film.
Dziewczyny nie zwracały na nas większej uwagi. Odwróciły się do nas plecami i rozmawiały, kompletnie ignorując naszą obecność. Między mną i Iggie nastała cisza. Gdyby nie ich śmiech, na pewno słyszałybyśmy bzyczenie lamp, mrugających na suficie.
W końcu piłkarze wrócili niosąc trzy pudełka popcornu.
-Pomyśleliśmy, że też będziecie chciały- Marco dał kartonik Iggie. Dziewczyna wydukała podziękowania i uśmiechnęła się nieznacznie Zauważyłam jak Carolin robi się czerwona na twarzy. Prychnęła i poszła w stronę sali kinowej ciągnąc za sobą zdezorientowaną Ann.
-Coś nie tak?- Marco uniósł lewą brew i ruszył za swoją dziewczyną.
*
-Nie czułyście się zbyt samotne?- zapytała Carolin, gdy wychodziliśmy z sali. Była dobrą aktorką- świetnie grała przyjacielską troskę o nas i nasze samopoczucie. Szkoda, że nie pomyślała o nas, na sali, gdzie właściwie cały czas gadała pomyślałam.
-Nie, dlaczego pytasz?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Nie martwice się, na pewno znajdziecie sobie chłopaków. Wcześniej czy później. Ewentualnie wstąpicie do klasztoru- Ann nie pozwoliła odpowiedzieć Carolin. Uśmiechnęła się ironicznie.
-Z tego ci mi wiadomo, Felipe i Marcel jeszcze są wolni, ale to...
-Na pewno nie będzie ani Marco ani Mario.- zerknęłam przelotnie na Iggie. Dziewczyna zaczęła się trząść i pewnie zmiażdżyłaby kubek z colą, gdyby nie ja. Szybkim ruchem odebrałam jej zimny napój, ratując od spotkania z nim.
-Oni nawet na was nie spojrzą- dziewczyny nadal się chełpiły. O ile z początku w ogóle nie zwracałam na to uwagi, o tyle teraz i mnie zaczęły działać na nerwy. Czy one przy chłopakach też się tak zachowywały? Mario i Marco chyba musieli mieć anielską cierpliwość, bo te dziewczyny to nawet świętego wyprowadziłyby z równowagi.
-Chyba zdajecie sobie sprawę dlaczego?- Carolin wbiła w nas chłodne spojrzenie.
-Uświadom nas proszę- mruknęłam. Nie chciałam bawić się w jakieś durne przekomarzanki czy też walkę "o to która jest lepsza". To było dziecinne.
-Po prostu jesteśmy lepsze
-Niby w czym?- Iggie prychnęła lekceważąco.
-We wszystkim. Ładniejsze, wyższe, mądrzejsze, mamy kasę i...
-Mase coli na głowie- stwierdziłam podchodząc do Ann. Działają w amoku, niezupełnie świadoma co robię szybkim ruchem oderwałam plastikowe wieczko z kubka i umieściłam jego zawartość na jej głowie.
Lodowata cola spływała po jej twarzy, głowie i włosach, skapując na ubrania.
O atak śmiechu przyprawiał mnie fakt, że dwie nierozpuszczone kostki lodu, zostały na perfekcyjnie zaczesanych włosach dziewczyny.
Przyjrzałam im się jeszcze raz, wzrokiem pełnym pogardy i nienawiści.
Po czym wymaszerowałam z kina.
************************************************************
Miał być wcześniej, wyszło jak zawsze. Niech żyje logika Dominiki -.- Rozdział był napisany już wczoraj, ale sie nie zapisał. Kocham to, po prostu.
Żałosne, masakra i w ogóle do dupy. Mogłam to opisać lepiej, ale nie umiałam ubrać myśli w słowa. Zdarza się...
ASDFGHJKL, "we wszystkim. ładniejsze, WYŻSZE, mądrzejsze, mamy kasę i..." hahahaha umarłam <3 są wyższe i się chwalą, O MÓJ BOŻE. hahahahaha. świetny rozdział!
OdpowiedzUsuńTak!
OdpowiedzUsuńCola na głowie to coś co tygryski lubią najbardziej<3
Teraz jeszcze praca w Kickerze i szczęśliwy związek z Mario/Marco*
Haha, uwielbiam te pogawędki na siłowni i w ogóle omygy ;D
*właściwe podkreślić