-Nigdzie nie wyjedziesz- stwierdziła ze spokojem, wycierając mokrą filiżankę.
-Owszem, wyjadę. To decyzja którą podjęłam już dawno- odpowiedziałam czując jak zbiera się we mnie złość. Każda komórka krzyczała "Jestem dorosła, sama o sobie decyduje". Siłą woli starałam się opanować rosnące zdenerwowanie.
-Masz dopiero dwadzieścia lat. Co ty chcesz robić za granicą? Powinnaś pójść na studia, potem znaleźć dobrą prace i męża, a gdy już się ustabilizujesz myśleć o wyjazdach na drugi koniec Niemiec- ton głosu matki przybrał oskarżycielską barwę. Przez chwilę myślałam, że wzbudza we mnie poczucie winy. Odczucie to szybko jednak ustąpiło.
-Studia moge rozpocząć tam a z pracą nie będzie problemu. Jest o nią dużo łatwiej niż w Polsce- mruknęłam wychodząc z kuchni.
-A ty dokąd sie wybierasz?! Jeszcze nie skończyłam...- nie słuchałam już dalej. Pobiegłam do pokoju, zamknęłam drzwi i wyjęłam walizkę, wrzucając do niej wszystko co znalazłam w szafie. Pakowałam wszystko co wiązało się ze mną i moim dotychczasowym życiem.
Nie chciałam się z nim rozstać. Chciałam tylko spróbować czegoś nowego, dlaczego nie mogłam zostać zrozumiana? Dlaczego nie chcieli dać mi szansy na spełnienie marzeń?
Nie potrafiłam zrozumieć ich logiki. Nazwyali mnie niewdzięczną. Czy kiedykowliek zastanawiali się dlaczego?
Spakowałam też drugą torbę, a do podręcznej torebki wsadziłam portfel z kartą płatniczą i wszystkimi nagromadzonymi oszczędnościami. Trzymając w ręce bilet lotniczy, wyszłam z pokoju. Postawiłam rzeczy w holu i zaczęłam ubierać buty.
-A ty dokąd?- głowa mamy pojawiła się zza drzwi.
-Na samolot.
-Ja zdaje się wyraziłam swoje zdanie na ten temat- podeszła do mnie i wyciągnęła kartkę z moich rąk. Spojrzałam na nią złowrogim spojrzeniem, wyrwałam bilet i stwierdziłam jadowicie.
-Ty tak, ale ja nie zamierzam rezygnować z marzeń
Złapałam walizkę, torbę i wyszłam z domu. Zanim zamknęłam drzwi usłyszałam tylko
-Jeśli teraz wyjdziesz możesz już więcej nie wracać!
Stałam przy oknie i wpatrywałam się w tajemniczy Dortmund, który dopiero budził się do życia. Pierwsza noc okazała się bezsenna, ale dzięki temu miałam masę czasu żeby to wszystko na spokojnie przemyśleć.
Z perspektywy czasu nie rozumiałam dlaczego pokłóciłyśmy się aż tak, że się wyprowadziłam. Częściej też zdarzały nam się zwady, ciche dni. Dlaczego tym razem było inaczej?
Bo postawiłaś na swoim szepnął jakiś głosik w mojej głowie. Wzruszyłam ramionami. Postawiłam się w ten sposób pierwszy raz i spełniłam jedno ze swoich marzeń. Może powinnam częściej się wyprowadzać?
Wyszłam z pokoju i skierowałam się w stronę nowoczesnej kuchni. Mieszkanie Iggie, mimo swojego rozmiaru było dosyć puste jednak bardzo ładnie urządzone. Aż ciężko mi było uwierzyć, że w jego wystrój nie angażował się żaden projektant wnętrz, tylko wyobraźnia dziewczyny stworzyła takie cudo.
Usiadłam na wysokim krześle z kubkiem kawy na czarnym, połyskującym blacie. Przez okno zaczęło przeświecać słońce. Trochę raziło mnie w oczy, ale też pięknie oświetlało całe pomieszczenie i nie miałam serca go zasłaniać.
-Dzień dobry- rozśpiewana Iggie wpadła do kuchni. Tanecznym krokiem podeszła do lodówki wyjęła jajka i zabrała się za przyrządzanie śniadania. Podrygiwała lekko do nuconej przez siebie muzyki. Włosy upięła w niesforny kucyk na czubku głowy, który co chwilę musiała poprawiać.
-To co? Dzisiaj idziesz walczyć o pracę.- postawiła przede mną talerz z omletem. Podziękowałam i kiwnęłam głową.
-Zajmiemy się tym po treningu, dobrze? Jako fotograf jestem zobowiązana pracować na każdych ćwiczeniach Borussii. Idziesz ze mną czy zostajesz w domu?
-A mogę iść?- ożywiłam się nagle.
-No pewnie! Lewy na pewno się ucieszy. Poza tym nie poznałaś jeszcze reszty. Na pewno polubisz Marco i Mario. Hahahahahahaha. Ludzie nazywają ich papużkami-nierozłączkami...- Iggie trajkotała jak nakręcona. Starałam się słuchać, ale było to co najmniej trudne.
*
Po zjedzonym śniadaniu, szybko się ogarnęłyśmy i ruszyłyśmy w kierunku Signal Iduna Park.
-Nie wiedziałam, że mają treningi na stadionie- stwierdziłam, mijając z Iggie grupkę rozwrzeszczanych fanek Borussii. Prawdopodobnie pociągał je raczej wygląd piłkarzy, niż ich umiejętności.
-Bo normalnie nie mają.- Iggie złapała swoją lustrzankę i przyłożyła ją do oka- Uśmiech!
Zaśmiałam się i pozwoliłam by zrobiła kilka zdjęć.
-Czy ty nie powinnaś fotografować piłkarzy?
-Nie mów mi co powinnam- fuknęła, ale uśmiechnęła się szeroko przeglądając zrobione fotografie.
*
Gdy przyszłyśmy na stadion, chłopcy już biegali. Rozgrzewka wydawała mi się nudna, bo właściwie tylko truchtali w kółko, ale Iggie była w siódmym niebie. Raz zdarzyło się nawet, że w celu zrobienia dobrych zdjęć przebiegła za Lewym całe boisko. Trener żółto-czarnych- Jurgen Klopp, patrzył na to z uśmiechem i też pozwolił zrobić sobie kilka zdjęć. Okazał się naprawdę sympatycznym człowiekiem i chętnie z nim rozmawiałam. W ciągu zaledwie paru minut, zdążyłam go polubić prawie tak samo jak Iggie.
Piłkarze podeszli bliżej miejsca, które zajmowałam. Trener przybrał na twarzy poważny wyraz i zaczął coś szybko mówić. Mój mózg, który jeszcze nie przywykł do takiej ilości sławnych gwiazd sportowych, nie mógł nadążyć za tempem wymawianych wyrazów, więc Iggie w skrócie wyjaśniła mi, że tłumaczy im nową taktykę.
-Marco, Mario!- chłopcy zaczęli się rozchodzić, więc Iggie, która nie chciała zrezygnować z widoku uśmiechniętych przyjaciół pobiegła za nimi.
-To Nika, moja dobra znajoma- wytłumaczyła przedstawiając mnie.
Zamurowało mnie. Właśnie miałam poznać Marco Reusa i Mario Goetze! Serce z radości waliło mi jak oszalałe, dawne nawyki powróciły- zaczęły trząść mi się ręce.
-Dominika jestem.
-Marco- blondyn uścisnął moją dłoń i uśmiechnął się- Znajomi Iggie, są moimi znajomymi.
Piłkarz z numerem 11 odszedł z dziewczyną zostawiając mnie sam na sam z..
-Mario- szatyn wyciągnął rękę na powitanie.
*************************************************************
Specjalnie dla Iggie, jeszcze cieplutkie, pisane chwilę temu. Bądź ze mnie dumna podobnie jak cała reszta- to najdłuższy rozdział do tej pory i szczerze, chyba podoba mi się najbardziej :D
Jak zawsze cudowne! Najbardziej spodobał mi się fragment "raz zdarzyło się nawet, że w celu zrobienia dobrych zdjęć przebiegła za Lewym całe boisko" HAHAHAHA, CAŁA JA :D No i oczywiście koniec rozdziału mnie rozwalił. To będzie coś pięknego *.* Czekam na następny rozdział Nikki :)
OdpowiedzUsuń"piłkarz z numerem 11 odszedł z dziewczyną"
OdpowiedzUsuńO D S Z E D Ł Z E M N Ą
jaram się <3
Tak, fragment z bieganiem za Lewym był spoko, ale ja czekam na to z butem <3
OdpowiedzUsuńŚwietnie ujęłaś naturę Iggie - gadatliwa i taka wesoła. Trochę mnie zaskoczyłaś z Niką - nie spodziewałam się, że będzie taka nieśmiała :P
No cóż, czekam na ciąg dalszy itp. itd.
Caro.
Pe Es: Iggie, naprawdę cała ty? Nie wyobrażam sobie jak przebiegasz przez boisko. Nie wyobrażam sobie jak w ogóle z własnej woli biegasz xD