-Można tak powiedzieć.
Zmarszczyłam brwi.
-Można?
-Nie mówią, że są razem, ale jak widzisz...
-Rozumiem- mruknęłam, przerywając mu.
Zastanawiałam się chwilę, o co jeszcze chciałabym go zapytać. Miałam taki mętlik, że nic sensownego nie przychodziło mi do głowy.
-O co chodziło z tym przytuleniem?- zapytałam w końcu, marszcząc brwi.
Blondyn milczał.
-To skomplikowane.
Otwarłam usta ze zdziwienia. Nie przypuszczałam, że tyle mogło się wydarzyć przez kilka dni mojej nieobecności. Opadłam lekko na schodek i podparłam głowę na ręce.
-Mamy dużo czasu, możesz mi wszystko wyjaśnić- wbiłam w niego wyczekujące spojrzenie.
Spuścił wzrok i się nie odzywał. Czekałam spokojnie. W głębi duszy czułam, że musi się przełamać i skleić pierwsze zdania, a te zawsze przychodzą najtrudniej. Utkwiłam wzrok w beżowej ścianie. Gdy Marco w końcu zaczął, jego głos był tak cichy, że musiałam podejść by go usłyszeć.
-Bo... Nie wiem jak ci to wyjaśnić, to już dawno się zaczęło.- wypuścił ze świstem powietrze i kontynuował- W sumie odkąd przyjechałaś. Kręciłem wtedy z Carolin, potem z Iggie, ciebie nie zauważałem. Ale potem, gdy Iggie zerwała zaręczyny... Nie wiem jakoś zacząłem zwracać większą uwagę na ciebie, bo cały czas trzymała się z tobą.
Przerwał na moment, by zaczerpnąć powietrza. Było to może kilka sekund, ale dla mnie trwało niczym cała wieczność. Kiedy znowu zaczął, jego głos był znacznie pewniejszy niż na początku. Najwyraźniej najtrudniejszy moment, dla niego już minął.
-Potem ten pocałunek w kawiarni... Cholera no, Dominika.
-Co?- podniosłam głowę, którą do tej pory miałam schyloną. W tym samym momencie Marco złapał moją twarz w swoje dłonie i pocałował mnie.
~*~
-Powiedziałem im, że jesteśmy razem. Na początku nie chcieli wierzyć, ale chyba w końcu się przekonali.
Uśmiechnęłam się lekko i oparłam głowę o jego ramię.
-Zabawne, jak to wszystko się potoczyło.
-Nie widzę w tym nic zabawnego- cmoknął mnie w czubek głowy.
-A co z Iggie i Mario? Wyjeżdżają?
-Z tego co mi wiadomo, tak.
Wstałam i ruszyłam za blondynem w stronę kawiarni,w której pierwszy raz mnie pocałował.
-Szybko się pocieszyli po rozstaniu- mruknął niezadowolony.
-To samo można powiedzieć o nas- zaśmiałam się, siadając przy tym samym stoliku, co wtedy.
-Oj tam- uśmiechnął się uroczo. Zadrżało mi serce na ten widok.
-A co z mieszkaniem?- zapytałam, nagle uświadamiając sobie, że przecież to Iggie była właścicielką apartamentu- Sprzedaje je?
-Nic mi na ten temat nie wiadomo. Chyba zostawi je tobie- złapał mnie, za trzęsącą się rękę- Hej, nie martw się. Jakby co, możesz mieszkać u mnie- puścił mi oczko.
Wyszczerzyłam zęby. Zapowiadało się ciekawe życie.
~*~
-Gdzie tak długo byliście? Chcieliśmy wyjść, ale nie mieliście kluczy i nie chciałam cię na progu zostawiać.
-Jakby co poszlibyśmy do Marco- powiedziałam, opadając na kanapę. Iggie rzuciła we mnie pobliską poduszką.
-Było do mnie zadzwonić. Siedzieliśmy tu jak jakieś głupki.
-Na pewno dobrze zorganizowaliście sobie czas- odparłam złośliwie.
Odwróciła się gwałtownie i pokazała mi język.
-Ty się lepiej nie wypowiadaj. Już ja wiem, co ty robiłaś tam z Marco.
Już miała wychodzić, kiedy nagle wróciła, zamknęła z trzaskiem drzwi i usiadła obok mnie.
-Czemu mi nie powiedziałaś małpo?
-O czym?- zdziwiłam się, przyciskając mocniej poduszkę do siebie.
-O tym, że ty i Marco...
-Ty też mi nie powiedziałaś o sobie i Mario- zauważyłam, wstając.
-Bo myślałam, że to dla ciebie trudne. Nie rozstaliście się dawno.- ruszyła za mną.
-Ty i Marco to też nie jakaś odległa historia.- za wszelką cenę, chciałam uniknąć odpowiedzi. Nie miałam zamiaru ujawnić kłamstwa blondyna. Nie miało znaczenia, że teraz to prawda.
-Ale ja i Marco nigdy tak naprawdę nie istnieliśmy.
Zatrzymałam się gwałtownie.
-Nigdy nic do niego nie czułaś?- zapytałam zdziwiona.
Wzruszyła ramionami.
-Nie, raczej nie.
Wcześniej mówiłaś coś innego przeleciało mi przez myśl, jednak nie powiedziałam tego głośno. Doszłam do wniosku, że może nie słyszy co mówi, albo nie kontroluje tego i dlatego plecie takie bzdury.
-Skoro tak twierdzisz.- mruknęłam. Weszłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Położyłam się na łóżku. Wszędzie było tak pusto... Zapomniałam wypakować rzeczy. Obiecałam sobie, że zrobię to następnym razem i zamknęłam oczy. Zanim zasnęłam, rzucił mi się w oczy sms od Marco.
Dobranoc królewno :*
Zaśmiałam się w duchu. Trochę dziecinne, a jak potrafi poprawić humor. Nie rozumiałam jak Iggie mogła wygadywać takie bzdury. Marco nie był tylko atrakcyjny i bogaty. Był kimś więcej. Nie byłam w stanie powiedzieć, dlaczego w ciągu jednego dnia stał się dla mnie taki ważny, ale cieszyłam się, że jesteśmy razem. Może po prostu on i Iggie nie byli sobie pisani. Miałam nadzieję, że ona i Mario jakoś ułożą sobie życie.
dobranoc królewno
OdpowiedzUsuńa walnij się w dupe