-Iggie do cholery, o co ci znowu chodzi?
Obudziły mnie krzyki z salonu. Przetarłam oczy, zerknęłam na zegarek i niemal natychmiast zerwałam się z łóżka. Straciłam już co najmniej połowę dnia!
Szybko się przebrałam, wciąż wsłuchując się w rozmowę Iggie z Marco. Postanowiłam im chwilowo nie przeszkadzać. Tego, że się kłócą byłam pewna, dlatego dałam im chwilę na uspokojenie się. Doszłam do wniosku, że jeśli w ciągu dziesięciu minut nie dojdą do porozumienia, wyjdę i im pomogę.
Wkroczyłam do salonu w momencie gdy Iggie rzuciła w Marco pierścionkiem zaręczynowym. Otwarłam szerzej usta ze zdziwienia. Czy to możliwe, że dwa tygodnie temu ta para miała wziąć ślub? Aż trudno było w to uwierzyć. Gdyby wtedy ceremonia doszła do skutku, dziś pewnie nie pierścionek uderzałby w twarz piłkarza, a pozew rozwodowy.
-Co do...-zaczęłam, ale nie zdążyłam dokończyć. Marco wybiegł z mieszkania, a Iggie opadła na kanapę w salonie, wściekła jak osa.
-Nie chce mieć z nim nic wspólnego!- rzuciła we mnie poduszką. Uchyliłam się w ostatnim momencie. Dziewczyna podkuliła kolana i zamilkła.
Uniosłam brwi i wróciłam do pokoju z zamiarem pakowania się. Właściwie byłam już spakowana, teraz zostały rzeczy pierwszej potrzeby: szczoteczka do zębów i inne pierdoły. Zerknęłam na pokój, w którym mieszkałam przez ostatni rok. Tyle się zmieniło.Puste półki przytłaczały mnie tak bardzo, że zamknęłam oczy.
Ostatni raz położyłam się na łóżku. Leżałam na nim kilka minut i zastanawiałam się co by tu jeszcze porobić. Mogłabym pójść na spacer po Dortmundzie i ostatni raz pożegnać się z miastem. Zerknęłam na ekran telefonu, który przed chwilą zawibrował.
Mario: Pamiętaj, jutro o 10 :)
Wystukałam odpowiedź i podniosłam się. Wciąż nie powiedziałam mu o ciąży. Kłamstwo pewnie zrujnowałoby nasz związek, ale powiedzenie mu o tym, mogłoby doprowadzić do czegoś gorszego. Zawsze mam w życiu pecha warknęłam w myślach, zarzucając torbę przez ramie. Może zanim wyjadę spróbuje pogodzić narzeczonych? W tym momencie, jedynie to mogłam zrobić. Chciałam się jakoś odwdzięczyć Iggie.
Dziewczyny jednak nigdzie
-Nawet sie małpa nie pożegnała.- mruknęłam, zakładając tenisówki i wychodząc z mieszkania.
-O co sie tak właściwie pokłóciliście?
Marco świdrował mnie spojrzeniem zielonych oczu. Nerwowo podniosłam szklankę z herbatą do ust. Nie przywykłam do takiego wzroku, na pewno nie ze strony przyjaciela.
-Czy to ważne? Zerwaliśmy i tyle.
-Nie interesuje cie dlaczego?- zdziwiłam się. Najwyraźniej nie zależało mu tak jak twierdził.
-Interesuje. Ale to Iggie. Szansa, że się dowiem jest jak... Jedna do miliona?- zaśmiał się.
Uśmiechnęłam się lekko.
-Niby racja.
Przez chwile, żadne z nas się nie odzywało. Ciszę, przerwał dopiero blondyn, gdy atmosfera była już napięta.
-Wyjeżdżasz prawda?
Westchnęłam głośno, kiwając głową.
-I nie ma rzeczy, która mogłaby cie tu zatrzymać?
Patrzyłam mu w oczy, pełne bólu. Tak samo, jak z każdą chwilą upewniałam się, że przyjście na spotkanie z nim było kiepskim pomysłem, tak samo, z każdą chwilą coraz mniej chciałam wyjeżdżać. Napadały mnie takie same wątpliwości jak przed podjęciem decyzji.
-Dominika?
Podniosłam wzrok znad ciastka. I to był błąd.
Bo właśnie wtedy, nim zdążyłam zareagować, usta Marco złączyły się z moimi.
*******************************************************
Dziewczyny jednak nigdzie
-Nawet sie małpa nie pożegnała.- mruknęłam, zakładając tenisówki i wychodząc z mieszkania.
~*~
-O co sie tak właściwie pokłóciliście?
Marco świdrował mnie spojrzeniem zielonych oczu. Nerwowo podniosłam szklankę z herbatą do ust. Nie przywykłam do takiego wzroku, na pewno nie ze strony przyjaciela.
-Czy to ważne? Zerwaliśmy i tyle.
-Nie interesuje cie dlaczego?- zdziwiłam się. Najwyraźniej nie zależało mu tak jak twierdził.
-Interesuje. Ale to Iggie. Szansa, że się dowiem jest jak... Jedna do miliona?- zaśmiał się.
Uśmiechnęłam się lekko.
-Niby racja.
Przez chwile, żadne z nas się nie odzywało. Ciszę, przerwał dopiero blondyn, gdy atmosfera była już napięta.
-Wyjeżdżasz prawda?
Westchnęłam głośno, kiwając głową.
-I nie ma rzeczy, która mogłaby cie tu zatrzymać?
Patrzyłam mu w oczy, pełne bólu. Tak samo, jak z każdą chwilą upewniałam się, że przyjście na spotkanie z nim było kiepskim pomysłem, tak samo, z każdą chwilą coraz mniej chciałam wyjeżdżać. Napadały mnie takie same wątpliwości jak przed podjęciem decyzji.
-Dominika?
Podniosłam wzrok znad ciastka. I to był błąd.
Bo właśnie wtedy, nim zdążyłam zareagować, usta Marco złączyły się z moimi.
*******************************************************
fuj zostaw marco zboczeńcu
OdpowiedzUsuń