Zerknęłam przelotnie na sukienki pokazywane przez Iggie i wróciłam do oglądania swojego magazynu.
-Obie są ładne.
Westchnęła.
-W takim tempie nigdy nie znajdę sukienki.- mruknęła.
-Pomogłabym ci, ale mamy chyba trochę inne gusta- odłożyłam magazyn i sięgnęłam po następną gazetę.
-Cholera. Dlaczego Marthy tu nie ma- warknęła, wyrywając mi z ręki czasopismo.
-Bo jest na zajęciach.- odpowiedziałam, wstając z fotela.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wszędzie stały sukienki ślubne, między manekinami kręciło się kilka osób, ekspedientka i krawcowa.
Czy to możliwe że Marco oświadczył się Iggie dopiero dwa tygodnie temu? Czułam jakby od tamtej pory minęły już wieki.
-Macie już ustaloną datę?
Zastanowiła się chwilę i również wstała. Poprawiła płaszcz i skierowała się w stronę wyjścia.
-Jeszcze nie. Ale pooglądać sukienki już mogę- puściła mi oczko. Wyszłyśmy ze sklepu i do mieszkania.
-A co z tobą i Mario?- zapytała nagle. Zastanowiłam się chwilę nad odpowiedzią.
-Dobre pytanie.
Zatrzymała się gwałtownie.
-Powinnaś się wreszcie określić czy z nim wyjeżdżasz czy nie. Jesteś cholernie niezdecydowana.
Otwarłam usta ze zdziwienia.
-To nie jest takie proste- zauważyłam, chowając twarz za kaskadą włosów. Zebrało mi się na płacz, więc wyminęłam Iggie i ruszyłam do domu.
Dlaczego dla niej wszystko było takie proste? Ona nie miała problemów. Z chęcią oddałabym jej część swoich.
Zapatrzona w chodnik, zaszłam w nieznaną sobie część Dortmundu. Westchnęłam, siadając na ławce. Usiadłam na ławce. Przed oczami stanęły mi wszystkie dobre chwile, które mnie tutaj spotkały. W każdym obrazie widoczny był Mario. Decyzja byłaby łatwiejsza do podjęcia, gdyby nie to, że wszędzie była też Iggie. Na niektórych przewinął się też Marco, Robert. Nawet Alex i Martha.
Łzy potoczyły się po mojej twarzy. Włożyłam słuchawki do uszu. Niemal od razu potoczyła się przez nie, kojąca muzyka.
~*~
Kiedy to minęło? zapytałam samą siebie, przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze. Kilka miesięcy, przeleciało szybciej niż bym sobie tego życzyła i nim się obejrzałam Mario mieszkał już w Monachium grając dla Bawarczyków, a Iggie była już gotowa do swojego ślubu. A ja? Wciąż nie podjęłam decyzji.
Wiedziałam jednak, że muszę się pospieszyć. Mario na pewno nie będzie czekał wiecznie.
Rzuciłam ostatnie spojrzenie dziewczynie w błękitnej sukience i wyszłam z pokoju. Stanęłam przed małym kościółkiem w którym para miała wziąć ślub. Po chwili dołączyła do mnie Martha, ubrana w podobną sukienkę. Za nami stanęła Iggie.
-Gotowa na swój wielki dzień?
Blondynka wręczyła mnie do ręki koszyk z płatkami kwiatków. Iggie kiwnęła głową. usłyszałyśmy pierwsze dźwięki marszu weselnego, więc zerknęłam jeszcze na dziewczyny i ruszyłam.
popłakałam się:((((( biorę ślub:(((((((( jezus nie wyjeżdżaj do tego monachium, zmuś mario do powrotu pls
OdpowiedzUsuńO kurde, gratulacje Iguś!
OdpowiedzUsuńA rozdziau tak bardzo odpowiedni do pogody. Melancholijny i smutny ;-;
Weź zostań w Dortmundzie i zmuś Mario żeby też został no :c