niedziela, 31 marca 2013

Rozdział 7


Mimo faktu, iż był to dopiero mój drugi dzień w Dortmundzie nie miałam większych problemów by wrócić do domu Iggie. Dzięki mapce, którą dziewczyna wręczyła mi rano, zgubiłam się tylko raz, ale i wtedy szybko odnalazłam właściwą drogę.
Czułam się głupio. Zamiast żołądka miałam w brzuchu ciasny supeł, który niemiłosiernie ciążył. Która młoda kobieta zrobiłaby coś takiego innej młodej kobiecie? Wmawiałam sobie, że każda osoba w mojej sytuacji, zachowałaby się podobnie i po jakimś czasie wreszcie zaczęłam w to wierzyć. Prawdopodobnie bardziej bolał ją fakt iż jej ubrania są brudne niż to, że została upokorzona w miejscu publicznym.
Usiadłam na łóżku i wzięłam z półki pierwszą lepszą książkę. Wczoraj, wypakowując je nie rozumiałam po co wzięłam ich aż tyle, ale dzisiaj byłam sobie bardzo wdzięczna. Przynajmniej miałam co robić.
Byłam gdzieś w połowie drugiego rozdziału, gdy usłyszałam hałas przekręcanego w zamku klucza. Nie wstałam by je otworzyć. Wiedziałam, że to Iggie wraca z kina, więc wróciłam do czytania.
Po chwili rozległ się dźwięk kroków w korytarzu i w końcu postać szatynki pojawiła się w progu drzwi.
Machnęłam tylko ręką, ale nie oderwałam wzroku. Czekałam. Na gorzkie słowa jak ty sie zachowujesz?! ile ty masz lat? nie zamierzam mieszkać z psychopatką, ale nic takiego nie nastąpiło. Lekko zadrżały mi ręce. Byłam ciekawa czy Iggie zauważyła, że nie czytam niczego, tylko za książką ukrywam swój zakłopotany wzrok.
Dziewczyna chrząknęła.
-Nie masz mi nic do powiedzenia?
-Nie.
-Twoje dzisiejsze zachowanie było...
-Niedojrzałe? Wiem. Od dawna jestem nazywana niedojrzałą, nieodpowiedzialną i lekkomyślną. Takie zachowanie to u mnie normalka.
-Nie, chciałam powiedzieć, że twoje zachowanie było...
-Żenujące?-przerwałam jej znowu- Możliwe. Ale już nie umiałam słuchać jak ona...
-Czy ty dasz mi dokończyć?- Iggie fuknęła i zasłoniła mi usta ręką.
-Nie
Dziewczyna przewróciła oczami.
-Twoje zachowanie było... Nie wiem jak to określić...
-Nie krępuj się. Zachowałam się jak dziecko, niespełna rozumu nastolatka...
-Nie wiem, czy odważyłabym się na coś takiego. To na pewno było trochę lekkomyślne, ale... Ciesze się, że utarłaś nosa Ann.
Uśmiechnęłam się lekko.
-Ale obiecaj, mi że, jeśli kiedyś będę twoją rywalką o serce jakiegoś faceta to nie wylejesz mi coli na głowę.- dziewczyna wystawiła mały paluszek- Zgoda?
-Zgoda- odparłam, zaciskając swój palec na jej- I ja wcale nie walczę o serce żadnego faceta.
-A Mario?- uśmiechnęła się, tak jak tylko ona potrafiła.
-Prawie wcale go nie znam!
-Jasne, jasne. Tak to sobie tłumacz.- dziewczyna przewróciła oczami, ale mimo wszystko roześmiała się. Popatrzyłam na nią jak na kretynkę lecz na mojej twarzy też wykwitł uśmiech.

***************************************************************
Głupie, do dupy, masakra i w ogóle umieram, czytając to.
Niniejszym chcę podziękować wszystkim osobom które to czytają, a w szczególności tym, które komentują. Nie wiem jak potraficie znieść te wszystkie błędy, żenującą treść, brak fabuły i ciekawych wydarzeń. Jak dla mnie opowiadanie mogłoby być o wiele lepsze, ostatnio dostrzegłam też że strasznie mało w nim piłkarzy a to przecież o nich...
Mniejsza. Jeszcze raz dziękuje, zapraszam do komentowania (to bardzo wspiera) i życzę wesołych świąt.
P.S. Jeśli następnym razem, ktoś będzie życzył sobie śniegu na święta to proszę sprecyzować o które dokładnie chodzi. Bo na Boże Narodzenie nie było ani płatka śniegu a na Wielkanoc brodzimy w nim po kolana -,-' [swoją drogą, ktoś się chyba pomylił z tą pogodą. JEST MARZEC, JUŻ PRAWIE KWIECIEŃ!!!]

wtorek, 26 marca 2013

Rozdział 6


-W życiu nie zgadniesz kto również ubiega się o pracę tutaj- zezłoszczona podeszłam do Iggie. Dziewczyna przeglądała właśnie zrobione zdjęcia, ale na moje słowa, gwałtownie upuściła aparat. Gdyby nie to, że był zawieszony na jej szyi, niechybnie roztrzaskał by się o beton.
 -Carolin i Ann?- zapytała. Spojrzałam na nią zdziwiona. Widząc mój wzrok dodała szybko- Mario i Marco stoją tam i na nie czekają. Miałam okazje żeby chwilę z nimi porozmawiać. Wybierają się dzisiaj do kina...
-My też się wybieramy- stwierdziłam.
-Nie zamierzam się wcinać między Marco a Caroline- fuknęła.
-Ja też nie. Ale zostałyśmy zaproszone i nie wypada odmówić.
Spojrzała na mnie z dezaprobatą.
-A powiedziały ci chociaż na jaki film idziemy?- Iggie uśmiechnęła się lekko i ruszyła w tylko sobie znanym kierunku.
Całą drogę słyszałam tylko własne myśli i stukot obcasów Iggie. Dręczył mnie fakt, że Caroline podobnie jak Ann były bardzo pewne swojego dostania się do pracy. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale mając je za rywalki, moje szanse na uzyskanie posady, zmalały jeszcze bardziej. Nie podobało mi się to. Wyjechałam do Dortmundu, by się usamodzielnić i spełnić marzenia. Praca w Kickerze spadła mi jak z nieba i chciałam o nią walczyć.

*

-Zaszalałyśmy- stwierdziłam, gdy znalazłyśmy się już w zaciszu mieszkania szatynki- Oficjalnie ogłaszam, że dopóki nie znajdę żadnej pracy nie idziemy na zakupy.
-Nie przesadzaj- Iggie opadła na kanapę z kubkiem herbaty w ręku- Ja jestem bardzo zadowolona z moich nowych nabytków. Która godzina?
-18.30. Dlaczego pytasz?- zaniosłam stos rzeczy do pokoju, nawet ich nie rozpakowując.
-Za pół godziny powinnyśmy być w kinie!- krzyknęła, znikając w łazience.

*

Do kina weszłyśmy na dziesięć minut przed 19. Niewiarygodne co stres potrafi zrobić z człowiekiem. W ciągu zaledwie 20 minut zdążyłyśmy się ogarnąć, przebrać i jeszcze dojechać na miejsce spotkania.
Marco i Mario weszli do kina, obejmując swoje dziewczyny. O ile Ann, była zadowolona z bliskości Mario, o tyle Carolin raczej cieszyła sława jaką przynosił jej związek z Marco. Iggie zacisnęła zęby widząc jak składa czułego całusa na ustach chłopaka.
-A gdzie się podziali wasi partnerzy?- Ann uśmiechnęła się nieco ironicznie.
-Ann, nie ładnie pytać o takie rzeczy- mruknął Mario. Uśmiechnął się do nas pogodnie i razem z Marco ruszył do baru kupić popcorn na film.
Dziewczyny nie zwracały na nas większej uwagi. Odwróciły się do nas plecami i rozmawiały, kompletnie ignorując naszą obecność. Między mną i Iggie nastała cisza. Gdyby nie ich śmiech, na pewno słyszałybyśmy bzyczenie lamp, mrugających na suficie.
W końcu piłkarze wrócili niosąc trzy pudełka popcornu.
-Pomyśleliśmy, że też będziecie chciały- Marco dał kartonik Iggie. Dziewczyna wydukała podziękowania i uśmiechnęła się nieznacznie Zauważyłam jak Carolin robi się czerwona na twarzy. Prychnęła i poszła w stronę sali kinowej ciągnąc za sobą zdezorientowaną Ann.
-Coś nie tak?- Marco uniósł lewą brew i ruszył za swoją dziewczyną.

*

-Nie czułyście się zbyt samotne?- zapytała Carolin, gdy wychodziliśmy z sali. Była dobrą aktorką- świetnie grała przyjacielską troskę o nas i nasze samopoczucie. Szkoda, że nie pomyślała o nas, na sali, gdzie właściwie cały czas gadała pomyślałam.
-Nie, dlaczego pytasz?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Nie martwice się, na pewno znajdziecie sobie chłopaków. Wcześniej czy później. Ewentualnie wstąpicie do klasztoru- Ann nie pozwoliła odpowiedzieć Carolin. Uśmiechnęła się ironicznie.
-Z tego ci mi wiadomo, Felipe i Marcel jeszcze są wolni, ale to...
-Na pewno nie będzie ani Marco ani Mario.- zerknęłam przelotnie na Iggie. Dziewczyna zaczęła się trząść i pewnie zmiażdżyłaby kubek z colą, gdyby nie ja. Szybkim ruchem odebrałam jej zimny napój, ratując od spotkania z nim.
-Oni nawet na was nie spojrzą- dziewczyny nadal się chełpiły. O ile z początku w ogóle nie zwracałam na to uwagi, o tyle teraz i mnie zaczęły działać na nerwy. Czy one przy chłopakach też się tak zachowywały? Mario i Marco chyba musieli mieć anielską cierpliwość, bo te dziewczyny to nawet świętego wyprowadziłyby z równowagi.
-Chyba zdajecie sobie sprawę dlaczego?- Carolin wbiła w nas chłodne spojrzenie.
-Uświadom nas proszę- mruknęłam. Nie chciałam bawić się w jakieś durne przekomarzanki czy też walkę "o to która jest lepsza". To było dziecinne.
-Po prostu jesteśmy lepsze
-Niby w czym?- Iggie prychnęła lekceważąco.
-We wszystkim. Ładniejsze, wyższe, mądrzejsze, mamy kasę i...
-Mase coli na głowie- stwierdziłam podchodząc do Ann. Działają w amoku, niezupełnie świadoma co robię szybkim ruchem oderwałam plastikowe wieczko z kubka i umieściłam jego zawartość na jej głowie.
Lodowata cola spływała po jej twarzy, głowie i włosach, skapując na ubrania.
O atak śmiechu przyprawiał mnie fakt, że dwie nierozpuszczone kostki lodu, zostały na perfekcyjnie zaczesanych włosach dziewczyny.
Przyjrzałam im się jeszcze raz, wzrokiem pełnym pogardy i nienawiści.
Po czym wymaszerowałam z kina.

************************************************************
Miał być wcześniej, wyszło jak zawsze. Niech żyje logika Dominiki -.- Rozdział był napisany już wczoraj, ale sie nie zapisał. Kocham to, po prostu.
Żałosne, masakra i w ogóle do dupy. Mogłam to opisać lepiej, ale nie umiałam ubrać myśli w słowa. Zdarza się... 

piątek, 22 marca 2013

Rozdział 5


Zamurowało mnie. Piłkarz, który od początku był moim idolem, właśnie uścisnął mi rękę, uśmiechnął się i odbiegł. Nieco sztywno opadłam na zajmowane wcześniej krzesło. Właśnie spełnił się najbardziej nierealistyczny sen, jaki kiedykolwiek miałam.
W takiej chwili dziękowałam losowi, że postawił Iggie na mojej drodze. Znałam ją niecały dzień, ale już pomogła mi jak mało kto. Dlaczego nie przyszło mi do głowy, żeby wcześniej wyjechać do Dortmundu?
W połowie treningu Iggie dała sobie spokój z robieniem zdjęć. Napstrykała ich już tyle, że wyładowały jej się baterie, a poza tym byłam zbyt zajęta oglądaniem ćwiczeń chłopaków. Patrzyła zafascynowana na wszystko co robili. W duchu śmiałam się z jej słów "Kiedyś też będę tak robić". Była taka rozmarzona, że nie miałam serca sprowadzać jej na ziemie.
Jeszcze przed zakończeniem treningu zmyłyśmy się ze stadionu. Iggie chciała mi pokazać centrum handlowe, poza tym miałam jeszcze zanieść CV do Kickera.
Pod główny budynek znanej gazety, dojechałyśmy taksówką. Chciałyśmy mieć to jak najszybciej z głowy by potem wybrać się na zakupowy szał.

*

Stanęłam przed budynkiem ze szkła. Napis nad nim głosił iż jest to biuro magazynku "Kicker". Iggie wepchnęła mnie do środka i zaczekała na zewnątrz. Uśmiechnęła się, pokazała, że trzyma kciuki i zniknęła za rogiem.
Dominika uspokój się. Zanosisz tylko CV, już tyle razy to robiłaś myślałam. Uporczywe myśli, że coś mi nie wyjdzie, palnę jakieś głupstwo lub się skompromituje ciągle zawracały mi głowę przyprawiając ręce o drżenie.
Podeszłam do szklanej lady za którą siedziała starsza pani. Uporczywie klikała coś na klawiaturze, klnąc raz za razem i wciskając back space. Zrobiło mi się jej nieco żal.
-Dzień dobry, ja w sprawie pracy.
Kobieta odparła skrzekliwym głosem nie odwracając głowy od ekranu.
-Drugie piętro, gabinet numer 6.
Grzecznie podziękowałam, choć moja natura niezwykle rwała się by powiedzieć co myśle o jej grubiańskim zachowaniu. Ruszyłam w stronę windy, weszłam do niej i nacisnęłam guzik z numerem dwa. Wydawało mi się, że droga będzie szybka i krótka, ale czas niemiłosiernie mi się dłużył. Miałam wrażenie, że od momentu w którym wsiadłam do blaszanej skrzynki a do chwili w której z niej wysiadłam minęło pół dnia a może nawet i więcej.
Ruszyłam korytarzem w kierunku gabinetu. Miał oszklone drzwi i doskonale widziałam jak duży tłum osób ze skoroszytami się tam zebrał. Redaktor naczelny, który prawdopodobnie siedział za biurkiem miał pełne ręce roboty. Weszłam do środka i stanęłam na samym końcu kolejki za wysokim mężczyzną. Mój niski wzrost dał mi się jeszcze bardziej we znaki, gdy stałam tam jak sierota i nawet nie wiedziałam jak posuwa się kolejka, ile osób jest przede mną, jak zachowuje się redaktor naczelny.
Stałam już w kolejce dobre 15 minut, gdy drzwi windy otworzyły się i wyszły z niej dwie dziewczyny. Blondynka i ruda rozmawiały ze sobą, wybuchając szyderczym śmiechem. Dopiero gdy podeszły bliżej przyjrzałam się im uważnie.
-O! Jak miło cie tu widzieć- zaczęła Caroline- To Ann, dziewczyna Mario. Ann to jest Dominika. Nowa znajoma Iggie.
Ruda podała mi rękę, ale nie była zbyt zadowolona z poznania mnie. Na jej twarzy mimo całego makijażu dostrzegłam odrazę i wredotę.
-Ciesze, się, że cie spotkałam. Ostatnio nie miałam okazji z tobą porozmawiać...
I tym razem też nie będziesz miała pomyślałam. Mój charakter był twardy i trudny, więc z chęcią wypowiedziałabym swoje myśli na głos, ale kultura osobista na to nie pozwoliła. Nie sprowadzaj się do ich poziomu powtarzałam gorączkowo.
-Wybieramy się dzisiaj do kina. Może ty i Iggie- cała jej wypowiedź ociekała jadem, ale imię dziewczyny wymówiła wręcz jak najgorsze przekleństwo- Zechciałybyście pójść z nami?
Chciałam krzyknąć nie i wyrzucić je przez okno razem z tymi skoroszytami, ale nie miałam siły.
-Jasne. Na jaki film?
-Na nowego Sherlocka Holmesa.- oczy Ann pojaśniały radośnie.
-Marco na pewno ucieszy się z tego spotkania, bo jeszcze nie miał okazji cie poznać. O 19 w CineStar.
-Nie spóźnijcie się. Mario bardzo nie lubi czekać- zaśmiała się ruda. Przewróciłam oczami.
-Ty też składasz tutaj podanie o pracę? Jak miło! Ann będziemy miały pierwszą koleżankę w pracy- Caroline zaklaskała cicho, jak chora psychicznie nastolatka.
O tak, będzie super westchnęłam.

*******************************************************

czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 4


-Nigdzie nie wyjedziesz- stwierdziła ze spokojem, wycierając mokrą filiżankę.
-Owszem, wyjadę. To decyzja którą podjęłam już dawno- odpowiedziałam czując jak zbiera się we mnie złość. Każda komórka krzyczała "Jestem dorosła, sama o sobie decyduje". Siłą woli starałam się opanować rosnące zdenerwowanie. 
-Masz dopiero dwadzieścia lat. Co ty chcesz robić za granicą? Powinnaś pójść na studia, potem znaleźć dobrą prace i męża, a gdy już się ustabilizujesz myśleć o wyjazdach na drugi koniec Niemiec- ton głosu matki przybrał oskarżycielską barwę. Przez chwilę myślałam, że wzbudza we mnie poczucie winy. Odczucie to szybko jednak ustąpiło. 
-Studia moge rozpocząć tam a z pracą nie będzie problemu. Jest o nią dużo łatwiej niż w Polsce- mruknęłam wychodząc z kuchni. 
-A ty dokąd sie wybierasz?! Jeszcze nie skończyłam...- nie słuchałam już dalej. Pobiegłam do pokoju, zamknęłam drzwi i wyjęłam walizkę, wrzucając do niej wszystko co znalazłam w szafie. Pakowałam wszystko co wiązało się ze mną i moim dotychczasowym życiem. 
Nie chciałam się z nim rozstać. Chciałam tylko spróbować czegoś nowego, dlaczego nie mogłam zostać zrozumiana? Dlaczego nie chcieli dać mi szansy na spełnienie marzeń? 
Nie potrafiłam zrozumieć ich logiki. Nazwyali mnie niewdzięczną. Czy kiedykowliek zastanawiali się dlaczego? 
Spakowałam też drugą torbę, a do podręcznej torebki wsadziłam portfel z kartą płatniczą i wszystkimi nagromadzonymi oszczędnościami. Trzymając w ręce bilet lotniczy, wyszłam z pokoju. Postawiłam rzeczy w holu i zaczęłam ubierać buty. 
-A ty dokąd?- głowa mamy pojawiła się zza drzwi.
-Na samolot.
-Ja zdaje się wyraziłam swoje zdanie na ten temat- podeszła do mnie i wyciągnęła kartkę z moich rąk. Spojrzałam na nią złowrogim spojrzeniem, wyrwałam bilet i stwierdziłam jadowicie. 
-Ty tak, ale ja nie zamierzam rezygnować z marzeń
Złapałam walizkę, torbę i wyszłam z domu. Zanim zamknęłam drzwi usłyszałam tylko
-Jeśli teraz wyjdziesz możesz już więcej nie wracać!

Stałam przy oknie i wpatrywałam się w tajemniczy Dortmund, który dopiero budził się do życia. Pierwsza noc okazała się bezsenna, ale dzięki temu miałam masę czasu żeby to wszystko na spokojnie przemyśleć.
Z perspektywy czasu nie rozumiałam dlaczego pokłóciłyśmy się aż tak, że się wyprowadziłam. Częściej też zdarzały nam się zwady, ciche dni. Dlaczego tym razem było inaczej?
Bo postawiłaś na swoim szepnął jakiś głosik w mojej głowie. Wzruszyłam ramionami. Postawiłam się w ten sposób pierwszy raz i spełniłam jedno ze swoich marzeń. Może powinnam częściej się wyprowadzać?
Wyszłam z pokoju i skierowałam się w stronę nowoczesnej kuchni. Mieszkanie Iggie, mimo swojego rozmiaru było dosyć puste jednak bardzo ładnie urządzone. Aż ciężko mi było uwierzyć, że w jego wystrój nie angażował się żaden projektant wnętrz, tylko wyobraźnia dziewczyny stworzyła takie cudo.
Usiadłam na wysokim krześle z kubkiem kawy na czarnym, połyskującym blacie. Przez okno zaczęło przeświecać słońce. Trochę raziło mnie w oczy, ale też pięknie oświetlało całe pomieszczenie i nie miałam serca go zasłaniać.
-Dzień dobry- rozśpiewana Iggie wpadła do kuchni. Tanecznym krokiem podeszła do lodówki wyjęła jajka i zabrała się za przyrządzanie śniadania. Podrygiwała lekko do nuconej przez siebie muzyki. Włosy upięła w niesforny kucyk na czubku głowy, który co chwilę musiała poprawiać.
-To co? Dzisiaj idziesz walczyć o pracę.- postawiła przede mną talerz z omletem. Podziękowałam i kiwnęłam głową.
-Zajmiemy się tym po treningu, dobrze? Jako fotograf jestem zobowiązana pracować na każdych ćwiczeniach Borussii. Idziesz ze mną czy zostajesz w domu?
-A mogę iść?- ożywiłam się nagle.
-No pewnie! Lewy na pewno się ucieszy. Poza tym nie poznałaś jeszcze reszty. Na pewno polubisz Marco i Mario. Hahahahahahaha. Ludzie nazywają ich papużkami-nierozłączkami...- Iggie trajkotała jak nakręcona. Starałam się słuchać, ale było to co najmniej trudne.

*

Po zjedzonym śniadaniu, szybko się ogarnęłyśmy i ruszyłyśmy w kierunku Signal Iduna Park.
-Nie wiedziałam, że mają treningi na stadionie- stwierdziłam, mijając z Iggie grupkę rozwrzeszczanych fanek Borussii. Prawdopodobnie pociągał je raczej wygląd piłkarzy, niż ich umiejętności.
-Bo normalnie nie mają.- Iggie złapała swoją lustrzankę i przyłożyła ją do oka- Uśmiech!
Zaśmiałam się i pozwoliłam by zrobiła kilka zdjęć.
-Czy ty nie powinnaś fotografować piłkarzy?
-Nie mów mi co powinnam- fuknęła, ale uśmiechnęła się szeroko przeglądając zrobione fotografie.

*

Gdy przyszłyśmy na stadion, chłopcy już biegali. Rozgrzewka wydawała mi się nudna, bo właściwie tylko truchtali w kółko, ale Iggie była w siódmym niebie. Raz zdarzyło się nawet, że w celu zrobienia dobrych zdjęć przebiegła za Lewym całe boisko. Trener żółto-czarnych- Jurgen Klopp, patrzył na to z uśmiechem i też pozwolił zrobić sobie kilka zdjęć. Okazał się naprawdę sympatycznym człowiekiem i chętnie z nim rozmawiałam. W ciągu zaledwie paru minut, zdążyłam go polubić prawie tak samo jak Iggie.

Piłkarze podeszli bliżej miejsca, które zajmowałam. Trener przybrał na twarzy poważny wyraz i zaczął coś szybko mówić. Mój mózg, który jeszcze nie przywykł do takiej ilości sławnych gwiazd sportowych, nie mógł nadążyć za tempem wymawianych wyrazów, więc Iggie w skrócie wyjaśniła mi, że tłumaczy im nową taktykę.
-Marco, Mario!- chłopcy zaczęli się rozchodzić, więc Iggie, która nie chciała zrezygnować z widoku uśmiechniętych przyjaciół pobiegła za nimi.
-To Nika, moja dobra znajoma- wytłumaczyła przedstawiając mnie.
Zamurowało mnie. Właśnie miałam poznać Marco Reusa i Mario Goetze! Serce z radości waliło mi jak oszalałe, dawne nawyki powróciły- zaczęły trząść mi się ręce.
-Dominika jestem.
-Marco- blondyn uścisnął moją dłoń i uśmiechnął się- Znajomi Iggie, są moimi znajomymi.
Piłkarz z numerem 11 odszedł z dziewczyną zostawiając mnie sam na sam z..
-Mario- szatyn wyciągnął rękę na powitanie.

*************************************************************
Specjalnie dla Iggie, jeszcze cieplutkie, pisane chwilę temu. Bądź ze mnie dumna podobnie jak cała reszta- to najdłuższy rozdział do tej pory i szczerze, chyba podoba mi się najbardziej :D 

środa, 20 marca 2013

Rozdział 3


Piłkarze zeszli na dół z niezadowolonymi minami, za Caroline. Na pierwszy rzut oka, dało się dostrzec jakie uczucia do niej żywią. Sympatia na pewno nie była jednym z nich.
Zostałam z Iggie sama w mieszkaniu. Pomogłam jej uprzątnąć i już chciałam się zbierać by wyjść i znaleźć jakieś lokum do przenocowania, gdy dziewczyna zabrała moją walizkę i ruszyła z nią w głąb korytarza. Zdezorientowana poszłam za nią.
-Od dzisiaj mieszkasz tutaj, ze mną- uśmiechnęła się, otwarła moją torbę, wyciągnęła z niej część ciuchów i ułożyła do szafy znajdującej się w pokoju. Spojrzałam na nią jak na kretynkę.
-Jaja sobie ze mnie robisz?
-Dlaczego? Od dawna poszukiwałam współlokatorki. Mogę powiedzieć, że spadłaś mi z nieba- zaśmiała się i zamknęła szafę.
-Ale ja nie mam nawet czym zapłacić za rachunki- zaoponowałam.
-Dopóki nie znajdziesz jakiejś pracy jesteś na moim utrzymaniu.
Wyszła z pokoju, pozostawiając mnie samą sobie. Wróciła po chwili akurat w momencie, gdy układałam resztę gratów na półkach. Miała w ręku dwa kubki. Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i klapnęła na łóżko zawalone poduchami.
-Pomyślałam, że chciałaś pogadać.
Spojrzałam na nią z wdzięcznością. Odebrałam z jej rąk kubek z herbatą i usiadłam obok.
-Po co przyleciałaś do Dortmundu?- pytanie zadane prosto z mostu. Miałam cichą nadzieje, że go uniknę a tu poszło na pierwszy ogień. Zdawałam sobie sprawę, że kiedyś musi paść, ale czy musiało tak wcześnie?
-Tak sobie- mruknęłam wymijająco.
-Drażliwy temat, co? Mniejsza. A dlaczego akurat Dortmund?
-To było pierwsze miasto o jakim pomyślałam- stwierdziłam, upijając łyk ciepłego napoju- Teraz moja kolej na pytanie. Nie wiesz jak można by tu znaleźć pracę?
Dziewczyna nie odpowiadała przez chwilę. Odstawiła kubek na parapet i zamknęła oczy. Wybiegła z pokoju.
Patrzyłam na drzwi czując sie jak kretynka. powiedziałam coś nie tak? A może ona już taka była?
Wróciła po chwili niosąc w ręce czasopismo.
-Magazyn Kicker poszukuje dziennikarzy i redaktorów do pracy na miejscu. Wymagane języki: angielski i niemiecki, mile widziany obcy...- zaczytana zwróciła wzrok na mnie- Czytać dalej?
-Pokaż mi to- podała mi gazetę bym mogła sama ją przekartkować. Poza ogłoszeniem o pracę od Kickera było tam jeszcze kilka innych zawiadomień o poszukiwaniu pracy.
-Gazeta poszukuje ich już od jakiegoś czasu. Aż dziwne, że takie czasopismo jeszcze nie znalazło odpowiednich osób, przecież to czyta cały Dortmund!- Iggie przyjrzała mi się uważnie.
-Zaprowadzisz mnie tam jutro?
-Chcesz od razu znaleźć pracę, co?- zaśmiała się ale kiwnęła głową.
Następny dzień miał się zapowiadać co najmniej interesująco.

************************************************************

Rozdział 2


Dziewczyna poszła otworzyć drzwi, a ja zestresowana, nerwowo odwracałam się w tamtą stronę. Po chwili do pokoju weszło trzech mężczyzn. Razem z Iggie śmiali się, gawędząc wesoło. Na ich widok wstałam z zajmowanej kanapy. Wszędzie bym ich poznała, bo czy to przypadkiem nie koszulkę jednego z nich miałam teraz na sobie?
-Chłopcy to Nikki- szatynka wskazała na mnie. Piłkarze zmierzyli mnie zdziwionym spojrzeniem, zatrzymując je na dłużej przy żółto-czarnej koszulce.
Najbardziej trzeźwy pozostał Lewy, który podszedł i wyciągnął rękę w moim kierunku.
-Robert.
-Dominika.
-A nie Nikki?- uśmiechnął się uroczo i rozwalił się na kanapie. Napięta atmosfera i krępująca cisza, którą każdy starał się przełamać, ustąpiła w momencie gdy Iggie wróciła z kuchni do której pobiegła parę chwil temu. Postawiła trzy filiżanki na stoliku, obok naszych i zajęła miejsce na drugiej kanapie. Przyniosła ze sobą jakiś miły nastrój i w jednej chwili cała wstydliwość, jaka mnie zazwyczaj ogarniała, wyparowała. Usiadłam obok Roberta, a Kuba i Łukasz zajęli miejsca na krześle.


Rozmowy toczyły się niezobowiązująco. Unikano pytań dotyczących mojego przyjazdu, jakby wszyscy zdawali sobie sprawę, że jest to jakiś drażliwy temat. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Spojrzeliśmy po sobie.
-Spodziewasz się jeszcze kogoś?- Kuba zadał pytanie, wstając. Iggie pokręciła głową, mrużąc lekko oczy, jakby w staraniach o przypomnienie sobie jakiegoś istotnego faktu.
Piłkarz poszedł otworzyć drzwi, a w salonie zapanowała cisza, przerywana jedynie naszymi oddechami. Błaszczu wrócił jednak bardzo szybko z miną męczennika, a za nim do pomieszczenia weszła blondynka średniego wzrostu. Zmierzyła nas chłodnym spojrzeniem.
-Marco poszedł po coś do sklepu i prosił, żebym was poinformowała, że nie zamierzamy czekać cały dzień. Pośpieszcie się- warknęła. Podparła rękę na biodrze i zaskoczona zwróciła się do Iggie- Nie wiedziałam, że masz gościa.
Podeszła do bliżej krokiem modelki, jakby starając się mi zaimponować.
-Caroline jestem -przedstawiła się przymilnie i podała mi rękę. Po chwili zerknęła na Iggie i dodała z szyderstwem w głosie- Dziewczyna Marco.

***************************************************

wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 1

Postawiłam stopę na stałym gruncie. Po trzech godzinach lotu z ogromną ulgą przyjęłam fakt, że za chwilę lądujemy. Minęłam uśmiechającą się przyjacielsko stewardessę, i ruszyłam w stronę wyjścia ciągnąc za sobą ogromną walizkę. Ludzie, spotykani na lotnisku w niczym nie przypominali Polaków. Ich zachowanie było tak różne od rodaków, że miałam wrażenie iż samolot zawiózł mnie na inną planetę. Wszyscy, nawet nieznajomi czekając na samolot, gawędzili ze sobą radośnie, wybuchając śmiechem.
Skierowałam się w stronę postoju taksówek i "złapałam" jedną z nich, po angielsku dogadując się z miłym kierowcą. Wolałam, nie narażać go na mój niemiecki.
Samochód pędził ulicami Dortmundu. Miasto było pełne przepychu i jakiejś dostojności. Minęliśmy park i taksówkarz zatrzymał się. Zapłaciłam mu podaną kwotę i wysiadłam z auta.
Rozejrzałam się dookoła. Był środek lata, delikatne słońce ogrzewało wszystko, ale temperatura była nieznośnie wysoka. Wśród zabudowań dostrzegłam mały kiosk, więc podeszłam z nadzieją kupienia czegoś co nazywałoby się mapką.

Zapatrzona w nową "lekturę" kroczyłam już któryś raz tą samą główną drogą. Minęłam kilka razy kiosk w którym zakupiłam gazetę. Sprzedawczyni dziwnie się na mnie patrzyła, ale było to pewnie spowodowane jej niechęcią do mnie lub widokiem koszulki z nazwiskiem Roberta Lewandowskiego, którą miała sposobność podziwiać za każdym razem.
Nagle uderzyłam w coś. Rozbolało mnie czoło i upadłam na tyłek, ale pozostałam na tyle trzeźwa by sprawdzić na co wpadłam.
Przed sobą zobaczyłam dziewczynę. Była mniej więcej w moim wieku i właśnie zbierała książki i magazyny rozrzucone po całym chodniku.
-Hey, nic ci nie jest?- zapytałam podchodząc do niej. Kucnęłam obok i pomogłam pozbierać lektury.
-Jasne, dzięki za troskę- rzuciła melodyjnym głosem.
-Słuchaj, na prawdę mi przykro...- zaczęłam, ale nie dane mi było skończyć. Dziewczyna machnęła ręką, po czym wystawiła ją w geście przywitania.
-Iggie, jestem. A ty?
-Dominika- odparłam, ściskając jej zgrabną dłoń.
-Masz strasznie długie imię...- stwierdziła i roześmiała się- Będę cie nazywać Nika, dobrze?
Kiwnęłam głową. Iggie była strasznie gadatliwa, ale też bardzo sympatyczna, więc szybko ją polubiłam.
-Przejdziemy się?- zapytała, wskazując głową walizkę- Zostawisz ją u mnie w domu
Nie odpowiedziałam tylko ruszyłam za nią w nieznanym kierunku. Droga była krótka i przyjemna, ale nie byłam w stanie skupić się na podziwianiu Dortmundu- Iggie gadała przez calusieńki czas.

W końcu stanęłyśmy przed wysokim budynkiem. Zaprowadziła mnie do windy, wcisnęła guzik z numerem 5 i uśmiechnęła się serdecznie. Kiedy drzwi otworzyły się, wybiegła z nich jak burza i ruszyła długim korytarzem. Starałam się iść za nią, ale ciężko było nadążyć.
Otworzyła czarne drzwi i zniknęła w czeluściach mieszkania, a ja weszłam za nią.
Krótkim holem wchodziło się do nowoczesnego salonu. W głębi dostrzegłam następny korytarz, który prowadził do łazienki, kuchni i prawdopodobnie sypialni.
-Rozgość się!- krzyknęła znikając w jednym z pokoi. Zostawiłam walizkę nieco na uboczu i opadłam na czarną kanapę.
Dziewczyna pojawiła się po chwili z całą tacą. Postawiła ją na stole i w momencie w którym mówiła coś o częstowaniu się, rozległ się dzwonek do drzwi.
Brązowe oczy Iggie błysnęły.
-Już są!

******************************************************
Przeżyłam, napisałam i wg wg wg. Zarzucam was moimi "wypocinami" które są tak głupie, żałosne itd że masakra. Mogłam to opisać lepiej, ale wena która towarzyszyła mi przez cały dzień, nagle jakoś ustąpiła...