czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 43

Zaczynałam się pakować, gdy do pokoju wpadła Alex. Z grzeczności, pozwoliłam jej siedzieć ze mną przez kilka godzin, ale mój czas nieubłaganie się kończył i musiałam się pakować.
-Co tam?
-Chyba nic ciekawego.- wstałam, zaczynając zbierać rzeczy- Czy ja mogę wiedzieć co tutaj robisz? Jestem trochę zajęta.
Położyła się. Zacisnęłam pięści.
-Iggie poprosiła mnie, żebym dotrzymała ci towarzystwa.
-Dlaczego akurat ciebie?
Wzruszyła ramionami.
-Sama jest zajęta.
-Nie o to mi chodziło.
Wyjęłam z szafy większość ciuchów i włożyłam je do wcześniej przygotowanej walizki.
-Wybierasz się gdzieś?
Chwilę panowała cisza, zastanawiałam się co jej odpowiedzieć.
-Nie musisz wiedzieć co robię, gdzie i czy w ogóle wyjeżdżam. Dlaczego wpieprzasz się w moje życie?
-Twoi przyjaciele to robią, bo się o ciebie martwią- odparła.
-Nie jesteś jednym z moich przyjaciół, więc możesz już sobie iść. I zostawić mnie w spokoju, raz na zawsze.- warknęłam, odwracając się.
Przyjrzała mi się jeszcze raz i wyszła.

~*~

-To po prostu strasznie chamskie- tupnęłam ze złością nogą. Usłyszałam jak Mario śmieje się cicho pod nosem- To poważna sprawa.
-Wiem, przepraszam po prostu bawi mnie twoja reakcja. W sobotę będziesz już w nowym domu, z daleka od Alex.
-Skąd ta dziewczyna się w ogóle urwała?
-Klub, Nuri... Pamiętasz?
Mruknęłam coś, mając ochotę puknąć się w głowę.
-Widzimy się jutro?
-Widzimy się jutro.

~*~

-Przenosiny do Monachium?
Kiwnęłam głową.
-Złożyłam wniosek już jakiś czas temu, miałam nadzieję, że został rozpatrzony.
Mężczyzna pomyszkował chwilę po półkach i znalazł jakiś papierek.
-Owszem został.-po chwili milczenia dodał, z sarkastycznym uśmiechem- Negatywnie.
Otwarłam szczerzej oczy ze zdziwienia.
-Nie rozumiem w czym problem, chyba nigdy nie było na mnie żadnych skarg, wypełniałam swoje obowiązki.
-I rzadko zaglądała pani do biura.
-Nie mam w umowie ilości godzin, które muszę tu przesiedzieć.
-Oczywiście, że nie, ale to nieuczciwe względem innych pracowników.
-Dogadaliśmy się. Gdyby tak nie było, pewnie widywałby mnie pan tu częściej.
-Nie tylko w tym rzecz. Tutaj miała pani świetny dostęp do piłkarzy, klubu, ogółem zespołu. Pani wywiady dotyczyły również życia prywatnego piłkarzy, co bardzo pochwalają stada niezrównoważonych nastolatek, zakochanych w sportowcach.
-Tam też będę miała takie możliwości- przerwałam mu.
-Decyzja zapadła. Ma pani coś jeszcze do załatwienia?
Zaprzeczyłam i wyszłam z gabinetu.

~*~

-Znaczy, że zostajesz?
Spojrzałam w brązowe, pełne nadziei oczy Iggie. Pokręciłam głową.
-Najwyżej złożę rezygnację- wzruszyłam ramionami- I rozejrzę się za inną pracą.
Dziewczyna opuściła ramiona.
-A już myślałam... Nieważne. Kiedy wyjeżdżasz?
-Mamy samolot w sobotę.
-Samolot?
-Mario nie chce jeździć samochodem przez pół kraju.
Kiwnęła głową.
-Ale.. Dzisiaj jest już czwartek! Dlaczego tak szybko?
-Pierwszego lipca rozpoczynają się pierwsze treningi. Chyba wypadałoby na nich być, prawda?
-Ale ty nie musisz. Tylko Mario.- zauważyła.
-Iggie...
Przewróciła oczami.
-Dobra. Mamy jeszcze razem dwa wspólne dni. Nie opędzisz się ode mnie!- zaśmiała się, zaczynając mnie łaskotać.

*******************************************
Z DUPY ZAKOŃCZENIE TAK JAK CAŁY ROZDZIAŁ DZIĘKUJE BYE

wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział 42

-W ciąży?- Iggie przysiadła z wrażenia na wannie. Kiwnęłam głową. Jej zdziwienie mnie bawiło.
-Ale jak... Z kim... Co... Czemu... Wyjaśnij mi to!
-No błagam, mam ci wyjaśnić jak się robi dzieci?
Dziewczyna potarła czoło.
-Nie, to akurat wiem. Ale jesteś pewna? Może idź z tym do lekarza? Może to jakieś wahania organizmu?
-Robiłam dwa testy różnych firm, obydwa z wynikiem pozytywnym.
-Mario już o tym wie?
Pokręciłam głową.
-Sama dowiedziałam się kilka minut temu.
Wypuściła ze świstem powietrze z płuc.
-Im szybciej się dowie, tym lepiej, prawda?
-Tak... Chyba tak.
Właśnie sięgałam po telefon, żeby zadzwonić do piłkarza, gdy rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Szybko się ogarnęłam, a w tym czasie Iggie poszła otworzyć.
-Hej, jest Dominika?
Akurat w momencie, w którym dziewczyna wpuszczała Mario do salonu, wyszłam od siebie z pokoju.
-Hej- przywitałam się z nim całusem w policzek.
-Porywam cie dzisiaj.
-A skąd wiesz że ja chce?- dałam mu pstryczka w nos i usiadłam obok.
-Jak już mówiłem: porywam cie, i nie masz nic do gadania.

~*~

-Powiedz mi, co w końcu zdecydowałaś?
Zatrzymałam się i złapałam go za ręce.
-W jakiej sprawie?
-Doskonale wiesz jakiej.
Westchnęłam.
-Będziesz zły, jeśli powiem że jeszcze nic?
-Rozczarowany- sprostował- Za kilka dni się przeprowadzam, chciałbym wiedzieć na czym stoję.
Uśmiechnęłam się lekko i splotłam jego palce ze swoimi.
-Wolałbyś żebym została, czy...
-Wyjechała ze mną- przerwał od razu.
Cmoknęłam go w policzek i pociągnęłam.
-I taką decyzje podjęłam.

*************************************************
#ŻAŁOSNE #BARDZIEJŻAŁOSNE #NAJBARDZIEJŻAŁOSNE #JAKTYUMIESZTOCZYTACPRZECIEZTOJESTTAKIEGLUPIEIBEZNADZIEJNE

Rozdział 41

-Moja głowa...- jęknęłam, podnosząc się z łóżka. Zerknęłam przelotnie na ubranie, w obawie, że będzie to błękitna sukienka ze snu. Prawie krzyknęłam widząc w pokoju Iggie w sukni ślubnej i Marthe, ubraną tak samo jak ja.
Cholera, czyli to nie był sen! 
-Żyjesz?- dziewczyny od razu rzuciły się w moim kierunku- Jesteś cholernie blada.
-żyje- mruknęłam i dodałam ze skruchą- Przepraszam, nie chciałam ci zepsuć ślubu.
Iggie machnęła tylko ręką.
-Nie ty go zepsułaś.
Kiwnęłam głową.
-Co ci się stało?- Martha przyłożyła mi rękę do czoła. Wzruszyłam ramionami.
-Może stres.
Zrobiła dziwną minę i wyszła z pokoju.
-Przebierz się już, wesele odwołane.
-A jesteście już małżeństwem?- zawołałam jeszcze za nią.
Zauważyłam jak kręci głową.

~*~

-Wychodzisz gdzieś dzisiaj?
Zerknęłam na Iggie znad gazety. Ostatnio była przybita, zdołowana i smutna. Na pocieszenie Marco kupił jej psa i od tego czasu miała trochę lepszy humor.
-Nie, raczej nie. Mam zostać z Milką?
Popatrzyła na mnie z wdzięcznością i wyszła z domu. Posiedziałam jeszcze trochę i ruszyłam do kuchni po coś do picia. W połowie drogi, zebrało mi się jednak na wymioty więc zmieniłam kurs i po chwili spuszczałam w toalecie całe śniadanie. 
Zerknęłam w lustro. Pewnie coś mi zaszkodziło. Już któryś dzień z rzędu. A może po prostu mam grypę żołądkową. Przemyłam twarz letnią wodą.
-Może powinnam się przewietrzyć- szepnęłam pod nosem zakładając buty. Właściwie już miałam wychodzić gdy gwałtownie zakręciło mi się w głowie. Resztkami sił doczołgałam się do kanapy. 
Nagle coś zaświtało mi w głowie. To niemożliwe skarciłam się w myślach. Na wszelki wypadek, wstałam jednak i pobiegłam do apteki. 

~*~

(Iggie)
-Wszędzie pełno reporterów- warknęłam do telefonu- Minęły już dwa tygodnie, a media wciąż tym żyją. Co w nas takiego interesującego?
-Nie wiem, skarbie. Wytrzymasz jeszcze jakoś?
-A mam wybór?- zapytałam z nadzieją. 
-Nie bardzo- niemal czułam jak Marco się uśmiecha- Musze kończyć, zaraz mam trening. Kocham cie. Pa. 
Wrzuciłam telefon do torebki i ruszyłam z powrotem do mieszkania. Nie było sensu włóczyć się po Dortmundzie. Ostatnimi czasy, nie było w nim nic co mogłoby mnie zainteresować.
Weszłam do domu i niemal od razu przy mojej nodze pojawiła się Milka. Pogłaskałam ją na przywitanie i skierowałam się do pokoju. 
Dominika siedziała w łazience z twarzą opuszczoną nisko. Podeszłam bliżej. 
-Coś się stało?- zapytałam, lekko szturchając ją w ramie. 
Odwróciła wzrok w moją stronę i zagryzła wargę. 
-Jestem w ciąży. 

******************************************************
TA TA DA DAAAAAAAAAAAAAAAAAAAM


niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 40

-Ja, Marco, biorę sobie ciebie Iggie za żonę. Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.
W kościele dało się słyszeć wzdychania, pochlipywania. Wszyscy byli wzruszeni.
Nerwowo ścisnęłam końcówkę bukieciku. Mario złapał mnie za rękę i lekko po niej poklepał, jakby dodając mi otuchy. 
-Ja, Iggie, biorę sobie ciebie, Marco, za męża. I ślubuję ci, miłość, wierność i...
-STOP!
Wszyscy goście, łącznie z parą młodą odwrócili się w stronę wejścia. Otwarłam usta ze dziwienia, gdy zobaczyłam, że w drzwiach stoi nie kto inny, jak Łukasz. Nawet z pierwszej ławki, mogłam dostrzec jego zacięty wyraz twarzy. 
-Nie zgadzam się na ten ślub!
Podszedł w stronę ołtarza i uklęknął przed Iggie. Wszyscy wpatrywali się w niego. Zerknęłam przelotnie na Mario i pozostałych piłkarzy. Mieli tak samo zdruzgotane miny jak Marco i Iggie. 
-Łukasz, co ty odpierdzielasz?
Kuba podszedł do kolegi, ale Piszczek odepchnął go. Wpatrywał się w oczy dziewczyny i głośno powiedział.
-Iggie, ja cie kocham. W czym, ten blondasek, jest lepszy ode mnie?
Panna młoda wybuchnęła śmiechem i uderzyła piłkarza bukietem. Oszołomiła go tylko na chwilę, było to jednak wystarczająco długo, by zdążyła uciec spod ołtarza. Marco ruszył za nią.
Nie wiedziałam na co patrzeć. Na parę młodą, czy goniącego ich Łukasza. 
-Takie przypadki to tylko w Dortmundzie- szepnął mi do ucha Nuri, puścił oczko i odszedł. 
Pokręciłam z niedowierzaniem głową i ciągnąć Mario za rękę, wyszłam z kościoła. 
Na zewnątrz czekało mnóstwo ludzi. Było sporo gości, więcej jednak naliczyłam fotoreporterów. 
-Nawet tutaj, nie mogą sobie odpuścić?- Martha wyminęła mnie i podbiegła do limuzyny w której siedziała Iggie i Marco. Zamieniła z nimi kilka słów i odeszła w stronę swojego samochodu. 
Chciałam ruszyć za nią, jednak zaczęło kręcić mi się w głowie. 
Przed oczami zapanowała ciemność. 

***************************************************************
KRÓTKO, Z DUPY ITEPE ITEDE ALE CO TAM 
NASTĘPNY CHYBA BĘDZIE LEPSZY
NIE WIEM DO CZEGO ZMIERZAM CO TAM.

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 39

-Która lepsza?
Zerknęłam przelotnie na sukienki pokazywane przez Iggie i wróciłam do oglądania swojego magazynu.
-Obie są ładne.
Westchnęła.
-W takim tempie nigdy nie znajdę sukienki.- mruknęła.
-Pomogłabym ci, ale mamy chyba trochę inne gusta- odłożyłam magazyn i sięgnęłam po następną gazetę.
-Cholera. Dlaczego Marthy tu nie ma- warknęła, wyrywając mi z ręki czasopismo.
-Bo jest na zajęciach.- odpowiedziałam, wstając z fotela.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wszędzie stały sukienki ślubne, między manekinami kręciło się kilka osób, ekspedientka i krawcowa.
Czy to możliwe że Marco oświadczył się Iggie dopiero dwa tygodnie temu? Czułam jakby od tamtej pory minęły już wieki.
-Macie już ustaloną datę?
Zastanowiła się chwilę i również wstała. Poprawiła płaszcz i skierowała się w stronę wyjścia.
-Jeszcze nie. Ale pooglądać sukienki już mogę- puściła mi oczko. Wyszłyśmy ze sklepu i  do mieszkania.
-A co z tobą i Mario?- zapytała nagle. Zastanowiłam się chwilę nad odpowiedzią.
-Dobre pytanie.
Zatrzymała się gwałtownie.
-Powinnaś się wreszcie określić czy z nim wyjeżdżasz czy nie. Jesteś cholernie niezdecydowana.
Otwarłam usta ze zdziwienia.
-To nie jest takie proste- zauważyłam, chowając twarz za kaskadą włosów. Zebrało mi się na płacz, więc wyminęłam Iggie i ruszyłam do domu.
Dlaczego dla niej wszystko było takie proste? Ona nie miała problemów. Z chęcią oddałabym jej część swoich.
Zapatrzona w chodnik, zaszłam w nieznaną sobie część Dortmundu. Westchnęłam, siadając na ławce. Usiadłam na ławce. Przed oczami stanęły mi wszystkie dobre chwile, które mnie tutaj spotkały. W każdym obrazie widoczny był Mario. Decyzja byłaby łatwiejsza do podjęcia, gdyby nie to, że wszędzie była też Iggie. Na niektórych przewinął się też Marco, Robert. Nawet Alex i Martha.
Łzy potoczyły się po mojej twarzy. Włożyłam słuchawki do uszu. Niemal od razu potoczyła się przez nie, kojąca muzyka.

~*~

Kiedy to minęło? zapytałam samą siebie, przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze. Kilka miesięcy, przeleciało szybciej niż bym sobie tego życzyła i nim się obejrzałam Mario mieszkał już w Monachium grając dla Bawarczyków, a Iggie była już gotowa do swojego ślubu. A ja? Wciąż nie podjęłam decyzji.
Wiedziałam jednak, że muszę się pospieszyć. Mario na pewno nie będzie czekał wiecznie.
Rzuciłam ostatnie spojrzenie dziewczynie w błękitnej sukience i wyszłam z pokoju. Stanęłam przed małym kościółkiem w którym para miała wziąć ślub. Po chwili dołączyła do mnie Martha, ubrana w podobną sukienkę. Za nami stanęła Iggie.
-Gotowa na swój wielki dzień?
Blondynka wręczyła mnie do ręki koszyk z płatkami kwiatków. Iggie kiwnęła głową. usłyszałyśmy pierwsze dźwięki marszu weselnego, więc zerknęłam jeszcze na dziewczyny i ruszyłam.