czwartek, 23 maja 2013

Rozdział 36

Zaskoczenie. Zdziwienie. Złość. Żal. Smutek. Mętlik.
Stałam na balkonie w mieszkaniu Iggie. Chwilowo także moim mieszkaniu. Czy długo?
Nie wiedziałam co robić. Z jednej strony możliwość mieszkania z Mario byłaby spełnieniem moich marzeń. Tylko dlaczego akurat w Monachium? Dlaczego nie w Dortmundzie, który stał po drugiej strony barykady razem z całą Borussią? Z trzeciej strony była jeszcze Polska. Zastanawiałam się czy nie warto by do niej wrócić, zacząć wszystko od nowa.
Ale to samo chciałaś zrobić uciekając tutaj przypomniałam sobie.
-Hej- Iggie dotknęła mojego ramienia- Wszystko w porządku?
-Nic nie jest w porządku, ale dzięki że pytasz- mruknęłam, uśmiechając się lekko. Mimo całego zamieszania, nie chciałam być niemiła.
-Faceci potrafią namieszać w życiu- przysunęła krzesło i opadła na nie.
Posłałam jej ponure spojrzenie.
-Zanim wyjechałam do Dortmundu, mama powiedziała mi żebym zawsze słuchała serca.
-Co?
-To co usłyszałaś.
Przewróciłam oczami.
-Radziłabym ci się z tym przespać. To zazwyczaj pomaga. Przynajmniej mnie.
-Sen?
Kiwnęła głową i wróciła do środka, zostawiając mnie z jeszcze większym mętlikiem w głowie.

*

-Morze czy góry?
-Morze. Ślub czy niezależność?
-Hahaha, tym pytaniem to mi dowaliłaś.
Wsadził do ust winogrono i położył się na moich kolanach. 
-Nie mam pojęcia. Jestem za młody na takie myśli. 
Uśmiechnęłam się. 
-Coś jeszcze chcesz wiedzieć? 
-Żartujesz sobie? Wszystko- podniósł się i pocałował mnie. Na chwile zapadła cisza którą jednak przerwał. 
-Co robimy?
-Ty jesteś gospodarzem, wymyślaj coś.
Zastanowił się przez chwilę i wstał. 
-Film?
Położyłam się na kanapie.
-Jasne, czemu nie. 
Włożył płytę do odtwarzacza i rzucił się obok mnie. 
Nie oglądaliśmy nawet piętnastu minut filmu, gdy poczułam jego wargi na swojej szyi. 
-Co robisz?- zapytałam nieco sennym głosem. 
Nie odpowiedział. Zamiast tego położył się na mnie, złożył pocałunek na moich ustach a potem zjeżdżał niżej i niżej...

**********************************************************
DOBRA JEDNAK JESZCZE JEST PRZEDOSTATNI ROZDZIAŁ. TAK SE UŚWIADOMIŁAM ŻE NIC SIĘ MIĘDZY NIMI NIE WYDARZYŁO. JESTEM KIEPSKA W OPISACH WIĘC SCENA ŁÓŻKOWA (KTÓRA W KAŻDY OPOWIADANIU MUSI BYĆ HSHSHS) JEST TAKA JAKA JEST POZDRO. TO JA I MÓJ TALENT ;__; 

sobota, 18 maja 2013

Rozdział 35

Wszystko potoczyło się za szybko. Stanowczo zbyt szybko.
Dopiero przyjechałam do Dortmundu. Dopiero poznałam Iggie i całą resztę. Dopiero co dostałam na stałe prace i się tu zadomowiłam. A teraz?
Siedziałam z Mario na trybunach Signal Iduna Park. Żółto-czarni grali ostatni mecz sezonu z Hoffehein. Wydawało się że spadkowa drużyna będzie łatwa do pokonania. Okazało się jednak inaczej. Długo próbowaliśmy coś strzelić. Sytuacji bramkowych było naprawdę sporo, po 15 minutach nawet Mario przestał liczyć. Cała pierwsza połowa była dość spokojna. Problemy zaczęły się dziać w drugiej...
Arbiter spotkania musiał znienawidzić Borussen w ciągu przerwy bo w ciągu drugiej części spotkania stał się dużo ostrzejszy w wymierzaniu kar. Widziałam jak Mario zaciska zęby gdy Mats dostaje żółtą kartkę a sędzia dyktuje rzut karny, oczywiście w ciągu kilkunastu sekund zamieniony w gola. Kilka minut potem poderwał się z miejsca i zaczął głośno klnąć. Zresztą nie on jeden. Czerwoną kartkę dostał Roman i znowu została podyktowana 11. Mecz zakończył się wynikiem 2:1 i kilkunastoma kartkami dla Dortmunczyków.
-Jebany arbiter- warknął Mario, wychodząc ze stadionu.
-Pierdol sędziego- odpowiedziałam- Lewy nie zdobędzie korony króla strzelców. Kißling strzelił bramkę w 90 minucie.
Piłkarz popatrzył na mnie ponuro. Ostatni raz taki wzrok widziałam u niego w wieczór gdy przyszedł do mnie z Lewym.

-Co wy tutaj robicie?- przymrużyłam gniewnie oczy, jednak otworzyłam szerzej drzwi. Robert odchrząknął i wepchnął Mario do środka. 
-Musicie pogadać- szepnął i odszedł. 
-Chciałem cie przeprosić.- zmierzył mnie ponurym spojrzeniem.
-Przeprosić mnie? Za co? 
-Za ten transfer i to całe zamieszanie. Dopóki gram dla BVB to ono będzie dla mnie najważniejsze.
-Ciesze się.
-Ale nadal jesteś zła- westchnął.
-Chyba jak każdy. Nie potrafimy zrozumieć dlaczego akurat Bayern? To logiczne że chce się rozwijać, ale dlaczego akurat w Monachium? Mało to jest innych świetnych klubów? No i jeszcze boli nas twoje kłamstwo. 
-Nas?
-Kibiców. 
-Wiem i przepra...
-Nie przepraszaj-przerwałam- Zapomnijmy już o tym- poprosiłam.
Kiwnął głową. 

Wtedy też dowiedziałam się że moja praca dla Kickera była tylko testem. Na szczęście okazało się że zdałam, ale bałam się myśleć co by było gdybym go nie przeszła. Pisałam wiadomości dla magazynu można powiedzieć że za darmo przez prawie dwa miesiące. 
-Ten to ma fuksa- stwierdził. Kopnął ze złością pobliski kamyk. 

*

Obudziłam się rano z myślą, że przyśnił mi się najgorszy sen w życiu. Przegrany mecz z Hoffehein? Moja psychika spłatała mi niezły żart pomyślałam.
Gdy jednak weszłam do kuchni okazało się że to nie był sen. W telewizji przez cały czas mówili tylko o zakończeniu sezonu Bundesligi i najświeższych informacjach ze świata piłki. 
Przybita Iggie siedziała przy stole i powoli żuła pomidora. 
-Wszystko w porządku?
Pokręciła głową i zniknęła w swoim pokoju. Wyjrzałam przez okno. Na dworze padało, wiało i z tego co zauważyłam było zimno. Ludzie szybko przemykali spod jednego dachu, pod drugi, skrywali twarze za wysokimi kołnierzami, lub osłaniali się od deszczu wygiętymi przez wiatr parasolami. 
Usłyszałam znajomy dźwięk dzwonka. 
-Jesteś w domu? 
-Chwilowo. 
-To dobrze bo za chwile nie będziesz. Zabieram cie dzisiaj na obiad. 

*

-To gdzie jedziemy?- zapytałam, siedząc w samochodzie Mario. 
-Niespodzianka. 
-Nie możesz mi powiedzieć?
-Zastanówmy się... Nie. 
Pokazałam mu język.
Podróż minęła w ciszy. Nie była ona jednak krępująca. Nie próbowaliśmy przerwać jej na siłę. Była naturalna, zwykła, nie przeszkadzała nam. Rozumieliśmy się bez słów. 
Mario zaparkował na parkingu i otworzył mi drzwi. Moim oczom ukazał się wysoki piętrowiec w którym mieszkał piłkarz.
-Nie mogłeś mi od razu powiedzieć że jedziemy do ciebie? 
Weszliśmy na górę. Jeszcze zanim otworzył drzwi mieszkania czułam intensywną woń obiadu który przygotował. 
W pomieszczeniu panował romantyczny nastój. Światło było przygaszone a na półkach stały małe świeczki, rzucające osobliwy cień na ściany i wszystko co znajdowało się w mieszkaniu. W salonie rozłożono koc a na nim ustawiono finezyjnie złożone serwetki, talerze, kieliszki i półmiski z jedzeniem.
-Miał być piknik, ale pogoda nie pozwoliła- szepnął do ucha stojąc za mną. Zadrżałam lekko. Ujął moją dłoń i zaprowadził do "stolika". 
-Zanim zaczniemy jeść, chce cie o coś zapytać.
-Pytaj. 
-Jak wiesz, w lipcu przechodzę do Bayernu. Wiąże się to z przeprowadzką. 
-Musisz mi o tym przypominać?- westchnęłam smutno- Przejdź do rzeczy proszę. 
-Nie wytrzymam naszej rozłąki...
-Mario ja też nie
Co ty gadasz głupia?! Nie rozumiałam jakim cudem Mario przywiązał się do mnie aż tak bardzo w ciągu tych dwóch miesięcy, ale nie rozumiałam wielu rzeczy więc jedna w tą czy we wte... 
-Wyjedź ze mną. 

*********************************************************
MACIE SE TU TAKIE GÓWNO I SIE UDŁAWCIE. JESTEM WŚCIEKŁA IDE DEMOLOWAĆ POKÓJ. 
Do końca opowiadania został jeden jedyny rozdział ;((((((((((((((((((((((((((((((((((( Napisze go po finale. 
Ale, ale. ZAŁOŻE SE INNEGO BLOGA O INNYM PIŁKARZU I SIE TAM OBECNI BOHATEROWIE POJAWIĄ. 
NO TO IDE DEMOLOWAĆ POKÓJ. HSHSHS 

piątek, 3 maja 2013

Rozdział 34

-Awansowaliśmy!!!- usłyszałam za oknem. Pośpiesznie załączyłam telewizor.
2:0. Myślałam że udało im sie coś strzelić w ciągu tych 5 ostatnich minut, których nie oglądałam. Ech, emocje. Wynik nie miał jednak znaczenia. Wcześniejsza wygrana 4:1 dała nam awans do finału Champions League. Lubiłam Real, ale teraz byłam szczęśliwa, że nie udało im się odrobić strat z pierwszego meczu.

*

Iggie weszła do mojego pokoju z trzema wieszakami w ręce.
-Która najlepsza?
Wygrzebałam się z kołdry i przetarłam oczy.
-Wszystkie są ładne.
-No, ale która najlepsza?
-A jakie to ma znaczenie?
Przewróciła oczami.
-Ide spotkać się z rodzicami Marco. "Rodzinna" kolacja i te bzdety. Chce wypaść jak najlepiej.
-Ty to głupia jesteś!- usłyszałyśmy głos Marthy z drugiego pokoju- On i tak cie będzie kochał, bez względu na to co na siebie założysz.
Iggie tupnęła nogą, jak małe dziecko.
-Ty sie nie liczysz- odkrzyknęła jej- Więc którą wybierasz?
-A może lepiej jak Martha wybierze?- zapytałam.
-Martha się nie liczy- Iggie zrobiła nadąsaną minę i wyszła z pokoju.

*

-Masz pożyczyć puder?- Martha wstawiła głowę do pokoju.
-Masz pożyczyć tusz?- Iggie również stanęła w progu. Podniosłam się z kanapy i rzuciłam w ich kierunku kosmetyczkę.
-A co jeśli powiem, że nie?
-To się na ciebie obrażę- mruknęła Martha, wyjęła kosmetyk i odrzuciła kosmetyczkę.
-Martha, ty gdzieś wychodzisz?- zdziwiła się Iggie
-Idę pocieszać Moritza, bo biedak nie podniósł się jeszcze po wiadomości o transferze Mario.
Przyjrzałam się Iggie, która nagle jakoś spochmurniała. Moja mina też musiała być średnio radosna.
-Marco też nie jest z tego zadowolony, ale nie musze go jakoś pocieszać. Sam sie pocieszył.
-Mhm. Już my wiemy w jaki sposób- zaśmiałam się.
Dziewczyny zniknęły w łazience a ja opadłam na łóżko. Jakoś wcześniej nie myślałam o przejściu Mario tak poważnie. Dopiero teraz, tak naprawdę do mnie dotarło że od przyszłego sezonu nie zobaczę go na boisku w barwach BVB.
-Iggie sama sie świecisz! Ja lśnię!- usłyszałam z łazienki.
-Mhm, ciekawe czym lśnisz. KURDE UWAŻAJ!
Stały w łazience, przepychając się przed lustrem. Iggie malowała oczy a Martha się pudrowała.
-Czy wy macie jakiś problem?- uniosłam brew.
-TAK, MAMY ICH WIELE- odkrzyknęły razem, zamykając mi drzwi przed nosem.


*

Zasiadłam na kanapie z kakałkiem w ręce i załączyłam telewizor w poszukiwaniu jakiegoś naprawdę dobrego filmu. Iggie i Martha, wyszły przed chwilą i zapowiadał się przyjemny wieczór spędzony w samotności. 
-Nuda, nuda, nuda, nuda- mruknęłam zmieniając cały czas kanały. Dzwonek do drzwi. 
-Czego zapomniałaś, Iggie?- podeszłam by je otworzyć. 
-Em... Cześć. 


***************************************************************
MUAHAHAHAHAHA ZOSTAWIAM WAS W TAKIEJ NIEPEWNOŚCI, ALE NA PEWNO WSZYSCY SIE DOMYŚLAJĄ KTO PRZYSZEDŁ ;--))))))